informacje

150. rocznica Śmierci Prezydenta Ekwadoru Gabriela Garcíi Moreno (1821-1875)

informacje

6 sierpnia 1875 ŚMIERĆ BOHATERA

6 sierpnia 2025 – 150. rocznica śmierci Prezydenta Ekwadoru Gabriela García Moreno

życiorys https://rycerz-niepokalanej.pl/rocznica-smierci-gabriela-garcia-moreno-1821-1875/

Pod koniec 1874 roku kwestia kolejnych wyborów prezydenckich zaprzątała myśli ludzi. Nie było wątpliwości, że Moreno uzyska zdecydowaną większość głosów oddanych mu ludzi, co rozwścieczyło Partię Radykalną. Wybrali oni na swojego kandydata Borrero, liberalnego katolika, i wykorzystali wszelkie możliwe fortele, aby zapewnić mu sukces.
Moreno, który od dawna pragnął wycofać się z życia prywatnego, obojętnie przyglądał się tym zabiegom, decydując się jedynie na nominację, jeśli taka będzie bezwzględna wola kraju, i zabraniając wszelkich działań na swoją korzyść. Ludzie byli jednak tak zdeterminowani, aby go ponownie wybrać, że Borrero wycofał swoją kandydaturę przed wyborami. Głosowanie odbyło się w maju, w całkowitej ciszy, a 23 000 wyborców spontanicznie oddało swój głos na człowieka, którego nazywali „Zbawicielem Ojczyzny”. Po raz kolejny pokonany, jego wrogowie postanowili odebrać mu życie i tym razem, niestety, udało im się zrealizować swój nikczemny plan.

Przez następne trzy lub cztery miesiące Moreno żył dosłownie w cieniu śmierci i musiał wykazać się heroiczną wiarą i odwagą, aby wykonywać codzienne obowiązki, nie zwracając uwagi na ciągłe ostrzeżenia o zbliżającym się zamachu.

Masoni od dawna dążyli do jego upadku. Wiedzieli, że ten wielki katolicki władca był ich najzacieklejszym przeciwnikiem w wojnie z Kościołem i społeczeństwem; w 1873 roku, po publicznym poświęceniu Ekwadoru Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, został skazany na śmierć przez Wielką Radę Zakonu. „Z Niemiec ostrzeżono mnie” – pisze – „że loże tego kraju wydały rozkaz lożom w Ameryce, by poruszyły niebo i ziemię, by obalić rząd Ekwadoru. Lecz jeśli Bóg chroni nas i osłania swoim miłosierdziem, czego mamy się obawiać?”. W Europie i Ameryce pojawiła się fala artykułów oczerniających prezydenta i przygotowujących opinię publiczną na jego upadek. Peruwiańskie gazety ogłosiły nawet jego śmierć jako fakt dokonany w październiku 1873 roku.

Wybory w 1874 roku przyniosły kolejną falę złowrogich plotek i gróźb, a plany jego śmierci stały się bardziej aktywne. Pogłoski o zamachu były rzeczywiście tak natarczywe, że wiele osób poczuło się zobowiązanych ostrzec prezydenta przed grożącym mu niebezpieczeństwem i błagać go o podjęcie niezbędnych środków ostrożności. Nie sposób było go jednak zaniepokoić ani zmusić do ostrożności.

Zakonnikowi, któremu powierzono powiadomienie go o ważnej wiadomości, odpowiedział tylko: „Jestem ci wdzięczny za twoje łaskawe ostrzeżenie, choć nie mówi mi ono nic nowego. Jestem doskonale świadomy, że niektórzy ludzie pragną mojej śmierci, ale te złe pragnienia, zrodzone z nienawiści, są szkodliwe jedynie dla tych, którzy je tworzą. Powiedz osobom, od których masz te szczegóły, że boję się Boga, ale tylko Boga. Chętnie przebaczam moim wrogom i wyświadczyłbym im dobro, gdybym ich znał lub gdybym miał okazję”. Przyjacielowi, który chciał mu wskazać agenta masona, rzekomo pragnącego jego śmierci, odpowiedział: „Nie zwracam uwagi na te nikczemne donosy i z głęboką pogardą patrzę na plany tych nędzników. Dawno bym oszalał, gdybym przywiązywał choćby najmniejszą wagę do ich intryg”.

Przede wszystkim nie pozwolił na żadne najmniejsze wstawiennictwo w swojej sprawie ani w imieniu swojego ministerstwa. Redaktorowi „National”, który w swoich staraniach o sprawę prezydenta opublikował pewnego dnia coś w rodzaju proroczej wizji, opisując go jako nowego Abla, który ma zostać zamordowany przez nowego Kaina, Moreno powiedział: „Ten ton mnie nie zadowala. To nie jest język rządu, który czyni dobro, nie bojąc się niczego, cokolwiek by to było… Bóg będzie naszą tarczą przed strzałami wroga. Jeśli upadniemy, cóż, nie ma nic bardziej pożądanego ani bardziej chwalebnego dla katolika – nasza nagroda będzie wieczna”.

Tymczasem plany jego wrogów dojrzewały. W domu peruwiańskiego ministra odbywały się nocne spotkania, które wzbudzały wielki niepokój wśród przyjaciół prezydenta i wydaje nam się niewiarygodne, że nie podjęto stanowczych kroków w celu zweryfikowania tych podejrzeń lub aresztowania osób w nie zamieszanych. Mniej więcej w tym czasie pewien prałat, który przejeżdżał przez Quito, ponownie go ostrzegł: „Wiadomo publicznie, że masoni cię potępili, a ich agenci szykują sztylety: podejmij więc środki ostrożności, aby uratować swoje życie”. „A jakie środki ostrożności możesz mi zaproponować?” zapytał Moreno. „Otocz się eskortą”. „A kto mnie uratuje przed eskortą?” odparł, „bo przecież może zostać przekupiona. Wolę powierzyć się opiece Boga. Nisi Dominus custodiret civitatem frustra vigilat qui custodit eam”.

W tych właśnie okolicznościach strachu i oczekiwania Prezydent napisał swój ostatni list do Piusa IX: list, który częściowo wyraźnie zapowiadał jego przyszły los. „Błagam o Twoje błogosławieństwo, Ojcze Święty” – pisze – „ponieważ zostałem, bez żadnej zasługi z mojej strony, ponownie wybrany na rządzenie tą Katolicką Republiką na kolejne sześć lat. Nowy okres rozpoczyna się dopiero 30 sierpnia, kiedy to muszę złożyć przysięgę konstytucyjną. Dopiero wtedy moim obowiązkiem będzie oficjalnie powiadomić Waszą Świątobliwość o tym fakcie, ale pragnę to uczynić teraz, aby uzyskać z Nieba siłę i światło, których bardziej niż ktokolwiek inny potrzebuję, aby pozostać na zawsze oddanym synem naszego Odkupiciela oraz lojalnym i posłusznym sługą Jego nieomylnego Wikariusza. W tej chwili, gdy loże sąsiednich krajów, podburzone przez Niemcy, obrzucają mnie wszelkiego rodzaju okrutnymi obelgami i straszliwymi pomówieniami, a potajemnie starają się znaleźć sposób, by mnie zamordować, bardziej niż kiedykolwiek potrzebuję boskiej pomocy, aby żyć i umrzeć w obronie naszej świętej Religii i tej drogiej Republiki, którą Bóg wzywa mnie ponownie, abym rządził. O ile większe szczęście mogłoby mnie spotkać, Ojcze Święty, niż widzieć siebie znienawidzonym i oczernianym z miłości do naszego Boskiego Odkupiciela? Ale czyż mógłbym mieć większy przywilej, gdyby Twoje błogosławieństwo wyjednało mi łaskę przelania krwi za Tego, który będąc Bogiem, zechciał przelać swoją na Krzyżu za nas?”.

26 lipca, w święto św. Anny, jej Patronka, Madame Moreno otrzymała wśród listów gratulacyjnych kartkę z poleceniem, by czuwała nad mężem, ponieważ zamiary przeciwko niemu były w przededniu egzekucji. Kilku jego przyjaciół również skorzystało z okazji, by raz jeszcze zasugerować roztropność. „Cóż” – odpowiedział radośnie Moreno – „czego pragnie podróżnik, jak nie celu swojej podróży – albo żeglarz, jak nie ujrzeć brzegów własnego kraju; nie pozwolę, by mnie strzeżono. Mój los jest w rękach Boga, który zabierze mnie ze świata, kiedy i jak zechce”.

4 sierpnia Moreno napisał do X. Jana Aguirre, który od czasów studenckich był jego stałym przyjacielem. Spotkali się kilka miesięcy wcześniej i tym razem Moreno po raz pierwszy opuścił spokój, gdyż zdawał się być przekonany, że to ich ostatnie spotkanie. Po długiej i serdecznej rozmowie objął przyjaciela, wykrzykując: „Czuję, że już się nie zobaczymy, to nasze ostatnie pożegnanie”. Po czym, odwracając się, by ukryć łzy, zawołał ponownie: „Nie spotkamy się już!”. Wspominając te smutne przeczucia, napisał do Don Juana: „Zaraz zostanę zamordowany. Cieszę się, że mogę umrzeć za wiarę. Zobaczymy się ponownie w niebie”.

5 sierpnia Prezydent i jego Rada dyskutowali o niebezpieczeństwie, które wisiało nad nim i zaprzątało myśli wszystkich; lecz Moreno był przekonany, że żadne środki ostrożności nie pomogą przeciwko zatwardziałemu wrogowi, który był gotowy uderzyć w każdej chwili i z każdej strony. „Wrogowie Boga i Kościoła mogą mnie zabić” – powiedział; „Bóg nie umiera”.

Wieczorem, pragnąc dokończyć przemówienie, które przygotowywał przed Kongresem, nakazał swojemu adiutantowi, by nikogo nie wpuszczał. Pewien ksiądz nalegał jednak, by zaprowadzono go do prezydenta, twierdząc, że jego sprawa nie zniesie zwłoki, i ponownie powtórzył ostrzeżenia o poważnym i bezpośrednim niebezpieczeństwie ze strony masonów. „Otrzymałem wiele podobnych wiadomości” – odparł Moreno – „i po głębokim namyśle jestem przekonany, że jedynym środkiem ostrożności, jaki mogę podjąć, jest gotowość do stawienia się przed Bogiem”; i kontynuował swoją pracę, jakby nic się nie stało, ale zauważono, że część nocy spędził na modlitwie.
Następnego ranka, 6 sierpnia, w święto Przemienienia Pańskiego i pierwszy piątek miesiąca, Prezydent, jak to miał w zwyczaju, udał się do kościoła św. Dominika około godziny szóstej. Tam wysłuchał Mszy świętej i wraz z wieloma innymi przyjął Komunię Świętą. To był jego Wiatyk i prawdopodobnie czuł to, ponieważ wiedział, że śmierć może nadejść w każdej chwili. Przedłużył swoje dziękczynienie do prawie ósmej, a następnie wrócił do domu.

W międzyczasie zabójcy podążyli za nim na plac przed kościołem i prawdopodobnie tylko tłum lub jakiś inny przypadkowy zbieg okoliczności powstrzymał ich przed dokonaniem zbrodni, gdy opuścił kościół.

Po krótkiej rozmowie z rodziną i dokończeniu przemówienia Prezydent udał się do Pałacu Rządowego około godziny pierwszej w towarzystwie adiutanta, zabierając ze sobą przygotowane orędzie. Po drodze zatrzymał się, aby odwiedzić brata żony, ks. Ignacego Salazara, którego dom stał w pobliżu Plaza Mayor.  Ks. Ignacy, który był do niego bardzo przywiązany, zauważył ze smutkiem: „Nie powinieneś wychodzić, bo musisz być świadomy, że twoi wrogowie śledzą każdy krok”. „Nic się nie stanie, dopóki Bóg na to nie pozwoli” – brzmiała odpowiedź. „Jestem całkowicie w Jego rękach”.

Ponieważ dzień był bardzo upalny, Moreno napił się chłodzącego napoju, który sprawił, że zlał się potem i zapiął płaszcz – pozornie błaha czynność, ale mająca fatalne skutki.

Spiskowcy przebywali w kawiarni, obserwując poczynania prezydenta, a teraz wyszli i ukryli się między filarami kolumnady. Przed udaniem się do Pałacu Moreno wszedł do Katedry, gdzie miało miejsce wystawienie Najświętszego Sakramentu, i długo trwał w modlitwie, aż jeden ze spiskowców, Rayo, zniecierpliwiony zwłoką, wysłał posłańca z wiadomością, że jest poszukiwany w pilnej sprawie. Moreno natychmiast wstał i zrobił już kilka kroków w kierunku Pałacu, gdy Rayo wyciągnął duży kordelas i zadał mu straszliwą ranę w ramię. „Nikczemny zabójco!” – krzyknął Prezydent, na próżno próbując wyciągnąć rewolwer spod zapiętego płaszcza, gdy Rayo ponownie zranił go w głowę, a reszta strzeliła do niego ze swoich rewolwerów.

Młody mężczyzna próbował schwytać i rozbroić Rayo, ale sam został ranny i musiał go puścić. Przeszyty kulami i z krwawiącą głową, Moreno wciąż próbował się bronić, gdy Rayo podwójnym ciosem kordelasa odciął mu lewe ramię i prawą dłoń. Druga seria strzałów rzuciła bohaterską ofiarę na dół schodów, gdzie leżała bez ruchu. Nieszczęsny Rayo ponownie go zaatakował, krzycząc: „Zgiń, niszczycielu wolności!”. „ Bóg nigdy nie umiera” – wyszeptał Bohater. To były jego ostatnie słowa .

Wszystko to wydarzyło się w jednej chwili. Hałas przyciągnął ludzi na miejsce, a nieszczęśnicy uciekli. Moreno został wniesiony do katedry i złożony u stóp Matki Boskiej Litościwej, a następnie zabrany do sąsiedniego domu proboszcza, gdzie chirurg próbował opatrzyć jego rany, ale na próżno, śmierć była bliska. Ksiądz zapytał go, czy przebaczył swoim wrogom. Wyraziste spojrzenie świadczyło o jego przebaczeniu i udzielono mu ostatniego rozgrzeszenia, a następnie Ostatniego Namaszczenia, które nastąpiło wśród szlochów i łez otaczających go osób. Po około kwadransie od ataku Moreno zmarł, a jego wielka dusza odeszła do wieczności.

Oficjalne badanie wykazało, że odniósł siedem lub osiem śmiertelnych ran. Na jego piersi znaleziono relikwię Krzyża Świętego, Szkaplerza Męki Pańskiej i Najświętszego Serca, a na szyi nosił różaniec. W kieszeni znaleziono krótką notatkę ołówkiem, spisaną tego samego dnia. „Mój Zbawicielu, Jezu Chryste, daj mi większą miłość do Ciebie i głęboką pokorę, i naucz mnie, co mam czynić dzisiaj dla Twojej większej chwały i służby”.

Cały kraj pogrążył się w smutku i żałobie z powodu tej strasznej zbrodni, a ze wszystkich stanów amerykańskich, od Piusa IX i z katolickich stanów Europy napływały przesłania żalu i współczucia dla pogrążonych w żałobie ludzi. Papież publicznie wygłosił mowę pochwalną dla swojego wiernego syna, nazywając go „ofiarą wiary i chrześcijańskiego miłosierdzia”; a gdy kilka lat później jego następca, Leon XIII, otrzymał ostatnią mowę Moreno, wciąż splamioną jego krwią, on z kolei powiedział: „Z religijną czcią zachowamy ją jako wzruszającą pamiątkę człowieka, który był obrońcą wiary katolickiej i do którego słusznie można zastosować słowa, którymi Kościół czci pamięć świętych męczenników św. Tomasza z Canterbury i św. Stanisława z Polski, Pro Ecclesia gladiis impiorum occubuit”.

Ciało prezydenta, ubrane w mundur, wystawiono na widok publiczny przez trzy dni w katedrze. Tłumy mężczyzn, kobiet i dzieci przyszły, by modlić się i płakać przy nim, wołając: „Straciliśmy naszego ojca; przelał za nas krew”. Podczas wielkiego nabożeństwa żałobnego dziekan katedry, X. Vincent Cuesta, zwracając się do zmarłego bohatera, wypowiedział te wzruszające słowa:

„Twoje oczy nie widzą naszych łez; twoje uszy nie słyszą lamentów twego ludu; twoje szlachetne serce już nie bije w twojej piersi; ale twoja dusza nas rozumie. Ach, z tej szczęśliwej krainy, do której przywiodła cię twoja bohaterska cnota, spójrz z litością na swoje dzieci. Nie pozostawiaj swojego kraju na pastwę anarchii i ruiny. Proś Boga, aby powołał człowieka godnego twego następcy, który będzie kontynuował twoje wielkie dzieło i będzie umiał z tobą rozmawiać, Adveniat regnum tuum”.

 z: GABRIEL GARCIA MORENO REGENERATOR OF ECUADOR – Mary Monica Maxwell-Scott 1914

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *