Jeśli masz ciekawe zdjęcia czy teksty, o Papieżu św. Piusie x, skontaktuj się z nami

informacje

23.X. Św. Antoniego Marii Klareta, Wyznawcy, biskupa

informacje

ŚW. ANTONI MARIA KLARET
Hiszpańskie Światło Kościoła

W grudniu 1850 r. św. Antoni Klaret żegnał się z przyjaciółmi w Hiszpanii przed wyjazdem, aby objąć kierownictwo archidiecezji Santiago na Kubie. Pewnego dnia o świcie wsiadł do dyliżansu, aby odwiedzić arcybiskupa Tarragony. Kiedy powóz wjechał do Villafranca del Panades około siódmej rano, wszyscy księża z miasta wyszli mu naprzeciw i błagali arcybiskupa Klareta, aby przerwał swą podróż i przyszedł im z pomocą. Gdy tylko usłyszał ich historię, zsiadł z konia i wysłał wiadomość do gospodarza, że ​​spotkał się z opóźnieniem.

Tamtego ranka miało zostać straconych czterech przestępców – trzech starszych chłopców i mężczyzna po czterdziestce – i wszyscy czterej absolutnie odmówili spowiedzi i przyjęcia Komunii Św.

Proboszcz nalegał na arcybiskupa Klareta, aby szybko wypił filiżankę gorącej czekolady i pospieszył do więzienia. Nie, powiedział arcybiskup, musimy najpierw udać się do kościoła i oddać sprawę w ręce Boga. Kiedy to zrobili, udali się do więzienia, a misjonarz został natychmiast wpuszczony na spotkanie ze skazańcami.

Ciepłe, ojcowskie błagania św. Antoniego Klareta wkrótce pokonały opór trzech młodszych przestępców. Wyspowiadali się, a kapelan przygotowywał się do udzielenia im Wiatyku, ostatniej komunii. Zapytał młodzieńców, zgodnie ze zwyczajem, czy wybaczyli wszystkim, którzy ich skrzywdzili. Dwóch odpowiedziało tak. Trzeci powiedział tak, wybaczył wszystkim oprócz matki. Arcybiskup Klaret padł na twarz i ucałował stopy chłopca. – Mój synu – powiedział – jeśli nie przebaczysz swojej matce, zostaniesz potępiony. Na miłość boską i ze względu na mnie błagam cię o wybaczenie jej. – Nie – powiedział młody człowiek – to z jej powodu mam kłopoty. Gdyby mnie ukarała na czas, nie byłoby mnie tutaj. Nie wybaczam jej. Czterech więźniów przykryto szatami egzekucyjnymi, wsadzili na muły i poprowadzili na szafot. Chwilę przed wykonaniem wyroku śmierci bezlitosny młodzieniec krzyknął: „Z serca wybaczam matce. Módl się za mnie!” Wtedy starszy mężczyzna, najtwardszy z całej czwórki, podniósł ręce i poprosił o spowiedź Usiadł na ławce z zakrytą głową, wyspowiadał się i został rozgrzeszony. Następnie czterech mężczyzn zostało skazanych na śmierć. Jakiś czas później Bóg objawił Anthony’emu Klaretowi wyrok, jaki po śmierci otrzymali ci czterej. Na konferencji publicznej z naciskiem stwierdził: „Czterej przestępcy z Villafranca zostali uratowani”.

Życie św. Antoniego Marii Klareta jest pełne tak uderzającej różnorodności, że szybki rzut oka ledwie ujawnia nić, która łączy wszystko, co robił. Ten dziewiętnastowieczny święty był misjonarzem, założycielem zakonnym, organizatorem działalności świeckich, reformatorem społecznym, kapelanem królowej, prorokiem i cudotwórcą, pisarzem i wydawcą, arcybiskupem, propagatorem nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Jaka zatem jest nić, która łączy te i wiele innych aspektów jego kariery? Wskazówkę można znaleźć w odcinku czterech przestępców z Villafranca – epizodzie jak setki, jak tysiące innych za jego życia. Nicią jednoczącą, dominująca siłą jego życia był jego apostolskim zapał. Św. Antoni Klaret miał niegasnące pragnienie ratowania dusz.

Młodość

Ta gorliwość o zbawienie dusz pojawiła się bardzo wcześnie w jego życiu. Pewnej nocy w 1813 roku, kiedy miał zaledwie pięć lat, właśnie odmówił modlitwę i położył się do łóżka, gdy uderzyła go trzeźwa myśl. Usiadł poważnie i nieruchomo, nie zważając na żelazne pręty łóżka wbijające się w jego plecy. Dzień wcześniej na zajęciach z katechizmu dowiedział się, że w piekle jest ogień wieczny i że wielu grzeszników jest skazanych na pójście tam. Ten spostrzegawczy chłopiec już widział, że na tym świecie jest wielu, którzy cierpią – biedni, starzy, chorzy. Nie chciał, żeby ludzie cierpieli. Więc dziś wieczorem, gdy miał zamknąć oczy, wróciła mu do głowy myśl o cierpieniu w piekle. Zaczął wyczarowywać obrazy długich epok, epok i eonów o ogromnym czasie trwania, podczas których cierpienia potępionych muszą trwać. Ale nie mógł pojąć bezkresu tego. Ta przerażająca świadomość odcisnęła piętno na jego pamięci na całe życie. Wraz z nim przyszło trwałe pragnienie ratowania dusz przed takim losem.

Antoni był piątym z siedmiorga dzieci Jana i Józefy Klaretów. Urodził się w Wigilię Bożego Narodzenia 1807 r. w wiosce Sallent w Katalonii w Hiszpanii. Jako dziecko wyróżniał się pobożnością, skromnością i posłuszeństwem. Z wielką radością przyjmował i odwiedzał Najświętszy Sakrament, odbywał pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej z Fusimanya w pobliżu swojej wioski i odmawiał różaniec. Mimo swej pobożności chłopca nękały dwie srogie pokusy. Ten, przeciwko czystości, której po prostu się opierał. Bardziej powracała dziwna chęć buntu przeciwko jego matce i jego Niebieskiej Matce Maryi – okrutna udręka psychiczna ze strony szatana. I nad tym przez modlitwę, cierpliwość i pokorę ostatecznie zwyciężył.

Antoni od początku chciał zostać księdzem. Jego życie seminaryjne było wzorowe, a święcenia kapłańskie przyjął 13 czerwca 1835 roku. Postanowił nie tracić ani chwili czasu i w ciągu 35 lat kapłaństwa napisał 144 książki i wygłosił około 25 000 kazań. Podczas jednej podróży, wygłosił 205 kazań w 48 dni, 12 w jeden dzień. Aby upewnić się, że jego wysiłki zostaną uznane za to, czym były, zaczął od przypomnienia swoim słuchaczom, że zwykłymi motywami pracy są pieniądze, przyjemność lub honor. Ale to nie były jego motywy: „… nie pieniądze, bo nie chcę od nikogo ani grosza… Ani nie głoszę dla przyjemności, bo jaką przyjemność mogę czerpać z spędzania całego dnia, w zmęczeniu od wczesnego ranka do późnej nocy?… Muszę być w konfesjonale przez większą część poranka, całe popołudnie, a wieczorem zamiast odpoczywać, muszę głosić kazanie. … miesiącami i latami … Może pracuję dla honoru … nie, nie dla honoru też … Kaznodzieja jest narażony na wiele oszczerstw. Gdy jeden jest chwalony, przez drugiego jest źle rozumiany, traktowany tak, jak Żydzi traktowali Jezusa, który był oczerniany przez oszczerstwa na Jego osobę, Jego słowa i uczynki, zanim w końcu Go pojmali, ubiczowali i zabili najbardziej bolesnymi i haniebnymi środkami. Ale tak jak apostoł Paweł, nie lękam się żadnej z tych rzeczy, ponieważ cenię moją duszę bardziej niż moje ciało. Za wszelką cenę muszę pełnić służbę, którą otrzymałem od Boga Naszego Pana, która polega na głoszeniu Ewangelii… Nie mam na widoku żadnego ziemskiego celu, ale … aby Bóg był znany, kochany przez cały świat, i aby Mu służono …aby grzechy i wykroczenia przeciwko Niemu były jak najbardziej powstrzymywane … Inną rzeczą, która pobudza mnie do nieustannego głoszenia kazań, jest myśl o mnóstwie dusz, które wpadają w czeluści piekieł … które umierają w grzechu śmiertelnym, potępiony na wieki wieków… Widzę, jak wielu żyje w grzechu śmiertelnym, tak że nigdy nie upływa dzień bez zwiększania liczby ich nieprawości. Popełniają grzech tak łatwo, jak piją szklankę wody, po prostu dla zabawy lub dla śmiechu. Ci nieszczęśnicy sami biegną do piekła, ślepi jak nietoperze… Gdybyś zobaczył ślepca, który ma wpaść do dołu lub nad przepaścią, czy nie ostrzegłbyś go? Oto ja robię to samo i muszę, bo to jest mój obowiązek… Możesz mi powiedzieć, że grzesznicy mnie znieważą, że powinienem ich zostawić w spokoju… O nie, nie mogę ich porzucić. To moi drodzy bracia. Gdybyś miał ukochanego brata, który, chory i w stanach delirium, obrażałby cię wszystkimi gniewnymi słowami, jakie można sobie wyobrazić, czy porzuciłbyś go? Jestem pewien, że nie. Miałbyś dla niego jeszcze więcej współczucia, zrób wszystko, co w jego mocy dla jego szybkiego powrotu do zdrowia. Tak się czuję w stosunku do grzeszników. Te biedne dusze są w delirium i tym bardziej potrzebują naszej litości… Można powiedzieć, że grzesznik nie myśli o piekle, ani nawet w nie nie wierzy. Tym gorzej dla niego. Czy przypadkiem myślisz, że uniknie potępienia z powodu swojej niewiary? Prawda jest niezależna od wiary… Muszę ostrzec grzeszników i pokazać im przepaść, która prowadzi do nieugaszonych ogni piekielnych, bo na pewno tam pójdą, jeśli nie zmienią swoich dróg. Biada mi, gdybym ich nie głosił i nie ostrzegał, bo byłbym pociągnięty do odpowiedzialności za ich potępienie… Jakże często modlę się ze św. Katarzyną ze Sieny: „O mój Boże, daj mi miejsce u bram piekielnych , abym mógł zatrzymać tych, którzy tam wchodzą, mówiąc: Dokąd idziesz, nieszczęśliwy? Wracaj, wracaj! Zrób dobrą spowiedź. Uratuj swoją duszę. Nie przychodź tutaj, aby się zgubić na całą wieczność! Ponadto odważnie głosił: „Jedynym powodem, dla którego ginie społeczeństwo, jest to, że odmówiło słuchania słowa Kościoła, które jest słowem życia, słowem Bożym. Wszystkie plany zbawienia będą bezpłodne, jeśli wielkie słowo Kościoła katolickiego nie zostanie przywrócone w całej jego pełni”.

Ksiądz Klaret po święceniach został pomocnikiem proboszcza w jego rodzinnym mieście Sallent. Ale chociaż jego praca była tam owocna, czuł się powołany do pracy na misjach zagranicznych. Mając to na uwadze i popychany pragnieniem przelania swojej krwi za Chrystusa, udał się do Rzymu, aby skonsultować się z Prefektem Rozkrzewiania Wiary. Z powodu nieobecności prefekta rozpoczął coroczne rekolekcje pod kierunkiem jezuickiego kierownika. Po tych rekolekcjach został zaproszony do nowicjatu jezuitów w Rzymie i chętnie się zgodził. Ale po kilku miesiącach szczęśliwego życia we wspólnocie z jezuitami – katechizacji, głoszenia kazań skazanym, posługi szpitalnej pacjentom – doznał chronicznego, paraliżującego bólu prawej nogi. Generał Towarzystwa Jezusowego uznał to za znak, że Bóg ma inne plany wobec Ojca Klareta.

Zanim dotarł do następnego wyznaczonego stanowiska, górskiej parafii Viladrau w Katalonii, został wyleczony. Ta dzielnica, zrabowana przez niedawną wojnę domową karlistów, wciąż była nękana przez bandy rabusiów. Lekarze opuścili miasto, a choroby i nędza były wszędzie. „Cóż innego mógłbym zrobić – pisał święty – jeśli nie zostać lekarzem chorób cielesnych i duchowych…?” Stosując proste zioła i maści leczył najcięższe i najróżniejsze choroby, nawet u ludzi w momencie śmierci. Wierzył, że uzdrowienia były Bożym sposobem na zwrócenie uwagi na znaczenie Słowa Bożego, które on, misjonarz Boży, głosił im.

Pod koniec 1842 roku Ojciec Klaret został mianowany misjonarzem apostolskim w całej górskiej Katalonii, z jej 13 miastami i 400 miasteczkami. Tamtejsze praktyki religii bardzo ucierpiały z powodu francuskich najazdów, wojny karlistów i przeniesienia władzy politycznej w ręce antyreligijnej Partii Liberalnej.

Cuda i Cnoty Ojca Klareta

W ciągu tych lat podróżowania i głoszenia kazań po Katalonii, Ojciec Klaret dokonał niezliczonych cudów uzdrowienia, zarówno cielesnego, jak i duchowego. W drodze do pewnego miasta, aby wygłosić zaplanowane kazanie, przekraczał przełęcz, kiedy dwóch uzbrojonych rabusiów zatrzymało go i przeszukało go w poszukiwaniu pieniędzy. Wściekli, że ich nie ma, zagrozili, że go zabiją. Ojciec Klaret nie bał się, ale poprosił ich w ramach przysługi, aby poczekali. Musiał głosić kazania ludziom, którzy go oczekują. Kiedy skończy, wróci i odda się do dyspozycji bandytów. Rabusie puścili go. Następnego dnia o tej samej godzinie wrócił. Rabusie, zadziwieni jego wiernością słowu, nie zastrzelili go, lecz uklękli i wyznali mu swoje grzechy.

Aby zademonstrować przeciw rosnącej występku chciwości, Ojciec Klaret zawsze podróżował od misji do misji jako najbiedniejszy z ludzi. Jego bagaż składał się z brzytwy, pary skarpet, brewiarza, mapy Katalonii i pół bochenka chleba. Ojciec Klaret wyjaśnia żarliwie konieczność ubóstwa, które posiadał: „Wiedziałem, że wolą Bożą było, abym nie miał pieniędzy ani nie przyjmował niczego poza niezbędnym pokarmem, tylko w chwili, gdy powinienem się pożywić, ale nie otrzymując środków niezbędnych do przeniesienia mnie z jednego punktu do drugiego. Zauważywszy, że takie wyrzeczenie zbudowało wszystkich i wywarło głębokie wrażenie, zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby kontynuować praktykę. Ten zwyczaj świętego ubóstwa wytworzył w jego sercu strach przed posiadaniem pieniędzy, której świat nie rozumie, jak dowodzi przytoczone przez niego zdarzenie: „Wkładając rękę do kieszeni pewnego dnia przestraszyłem się, ponieważ myślałem, że mam w nim monetę. Wyjąłem ją, aby ją wyrzucić lub dać żebrakowi, ale patrząc na nią, stwierdziłem, że to medalik. „Jeżeli czasami” – mówił – „proponowano pieniądze za kazania, to odmawiałem, mówiąc, że ich nie potrzebuję, bo w podróżach nie potrzebuję ani koni, ani powozów; nie brakuje mi też pieniędzy na ubrania i buty, ponieważ Bóg zachowuje je dla mnie przez długi czas.”

Nigdy nie jeździł powozem, a nawet mułem, ale zawsze szedł: często bocznymi drogami, szlakami i przełajami; w deszczu, śniegu i palącym słońcu. Każdą ze swoich misji – od trzech dni do dziewięciu lub więcej dni – oddawał w ręce Matki Najświętszej, a przed rozpoczęciem kazania kazał wiernym odmawiać z nim Różaniec. Wtedy zaczął mówić kazanie o jednej z czterech rzeczy ostatecznych albo o ciężkości i powadze grzechu, albo o wytrwałości w cnocie, albo o nawróceniu św. Marii Magdaleny lub św. Augustyna.

Chociaż nienawidził i bał się grzechu, nie skarcił, nie wyśmiewał ani nie przerażał grzeszników, ponieważ nauczył się, że tylko łagodność może ich skłonić do pokuty. Z tymi łagodniejszymi cechami, w których się szkolił, dotknął ich serc. Pomogła mu też jego elokwencja w języku katalońskim i trafne metafory zaczerpnięte z życia katalońskich miast i wsi. Ludzie przebywali wielu kilometrów, aby słuchać jego kazań. Kiedy go usłyszeli, czekali przed jego konfesjonałem godzinami, a nawet dniami z obiadami przyniesionymi z domu. Często potrafił czytać w sumieniach tych penitentów o wiele lepiej niż oni sami. Ambona, ołtarz i konfesjonał zajmowały mu prawie cały dzień. Bardzo mało jadł i spał. Czasami znajdował czas na pisanie apostolskie lub planowanie swojego projektu: Wydawnictwa Religijnego. Przez 30 kolejnych dni ludzie wypełniali ogromny kościół św. Szczepana w Olot, aby wysłuchać jego trzygodzinnych kazań. Choć on sam spowiadał nawet 15 godzin dziennie, w Olot zajętych było także 24 innych spowiedników. Trzej księża przez cały ranek rozdawali Komunię świętą. Głosy odmawiających po południu Różaniec brzmiały jak „przetaczający się grzmot”. A w jednej kaplicy ciągle byli ludzie idący Drogą Krzyżową. Dusze przybyły z odległych miejsc na to wydarzenie: „Wielką Misje” w Olot. Bóg był w stanie dokonać tego cudownego i rzeczywiście cudownego duchowego ruchu dusz poprzez Swojego pokornego sługę, Ojca Klareta.

Misjonarz na Wyspach Kanaryjskich

Kiedy życie o. Klareta było zagrożone przez antyklerykalnych wrogów, biskup wysłał go na Wyspy Kanaryjskie, hiszpańską posiadłość u wybrzeży Afryki Zachodniej. Ojciec Klaret objął to stanowisko w marcu 1848 roku i rozpoczął to samo życie i pracę, które prowadził w Katalonii. Chociaż musiał teraz wygłaszać kazania po hiszpańsku z katalońskim akcentem (który naśladowali niektórzy szydercy), jego sukces po raz kolejny był przytłaczający.

1 maja 1848 r. otworzył 28-dniową misję w mieście Telde na wyspie Gran Canaria. W tym miejscu panowała wielka susza, a rolnicy obawiali się o swoje plony. Powiedział do nich: „Mogę wam, bracia, obiecać, że zanim ta misja się zakończy, spadnie obfity deszcz, który ożywi wasze rośliny, uspokoi wasze domy i rozraduje wasze serca”. Kiedy wygłaszał kazanie końcowe, zaczął padać deszcz. W Telde moralność była rozluźniona;szczególnie często zdarzały się kradzieże. Misja Ojca Klareta dokonała wielkiej zmiany. Proboszcz z Telde napisał do biskupa: „Te miasto nigdy nie widziało czegoś podobnego. Najzagorzalsi wrogowie zawarli pokój. Skandale, zarówno publiczne, jak i prywatne, zostały zakończone i zadośćuczynione. Rozbite małżeństwa zostały naprawione. Restytucje zostały stworzone. Dlaczego? Ponieważ nikt nie może wytrzymać ognia jego przepowiadania, życzliwości i żywotności jego zachowania, jego stanowczych napomnień… i wpływu jego rozumowania. Urok jego słów łamie serca jego słuchaczy i wszyscy, nawet najdumniejsza natura, pada do jego stóp z płaczem.” Ale nie tylko jego kazania zdobyły cześć mieszczan dla Ojca Klareta. Wielu z jego penitentów dało do zrozumienia, że ​​w konfesjonale zajrzał do ich sumień, przypominając im o grzechach, o których przez ignorancję lub zapomnienie nie wspomnieli. I były rzesze pokutników. Zaczął słuchać ich spowiedzi o świcie, ale zaczęli ustawiać się w kolejce poprzedniego wieczoru. Tutaj, w Telde, dokonał również dwóch uderzających uzdrowień. Jednym z nich była 25-letnia Antonia Hilaria, od wczesnego dzieciństwa cierpiąca na epilepsję. Podczas jej konwulsji sześciu do ośmiu mężczyzn musiało ją przytrzymywać. Najbardziej przypadkowe wydarzenie mogło przynieść jedno z jej zaklęć. Jedno miało miejsce podczas wieczornego nabożeństwa na misji Ojca Klareta. Wchodząc do zakrystii zapytał, co tam robi tłum ludzi. „Moja siostra dostała ataku”, powiedział mężczyzna,„a kiedy to się stanie, wtedy potrzebuje pomocy nas wszystkich”. Ojciec Klaret wziął chusteczkę dziewczynki, zanurzył ją w wodzie święconej i powiedział do ludzi, którzy ją trzymali: „Wypuśćcie ją! Wypuśćcie ją!”. Odpowiedzieli, że nie mogą, bo rzuci się na podłogę i zrobi sobie krzywdę. – Puść ją – nalegał ojciec Klaret. – Nie stanie się jej żadna krzywda. Zrobili tak. Położył zwilżoną chusteczkę na jej oczach. Dziewczyna usiadła i zamilkła. – Zdejmij chusteczkę z jej oczu – powiedział ojciec Klaret. Zazwyczaj jej oczy były szkliste i wyłupiaste po ataku. Teraz były spokojne i naturalne. Wróciła do domu, spała spokojnie i niedługo potem mogła podjąć pracę. Żyła wiele lat, ale nigdy nie miała kolejnego ataku epilepsji.

Na początku lipca otworzył misję w Arucas, także na Gran Canarii. Zebrało się tak wielu ludzi, że duży kościół nie mógł ich wszystkich zmieścić. Postanowiono więc, że ksiądz Klaret będzie co wieczór wygłaszał swoje kazania na placu przed kościołem na improwizowanej ambonie. Ponieważ plac nie był oświetlony, każda rodzina została poproszona o przyniesienie z domu lampiony. Nagle pewnej nocy na plac wdarł się tajemniczy wiatr i zdmuchnął wszystkie lampiony. W tym samym momencie niewidzialna siła wyrwała lampiony z rąk ich właścicieli i rzuciła je na chodnik. Potem na całym placu rozległ się głos Ojca Klareta: „Nie bójcie się bracia. Demon zgasił lampiony. Demon rzucił je na ziemię. Ale bądźcie pewni, że żade lampion nie została złamana .. Bóg nie dał mu na to pozwolenia. Po prostu podnieś je i zapal je ponownie. Zrobili to i stwierdzili, że wszystkie lampiony są nienaruszone.

Ojciec Klaret starał się organizować Misje tak, aby odbywały się w najbardziej korzystnym dla ludzi czasie, ale czasami jego nadmierna praca i polecenia przełożonych wyznaczały termin. Zdarzyło się to w pewnym mieście. Musiał dać Misję w czasie żniw. Pszenica była dojrzała, a ludzie musieli pracować w polu. Ojciec Klaret odwiedził domy głównych robotników i powiedział im: „Nie lękajcie się przybyć na Misje; Bóg was pobłogosławi”. „Ale Ojcze”, odpowiedzieli, „to niemożliwe. Całe żniwo może zostać utracone w ciągu jednego dnia. Jesteśmy katolikami i doceniamy to, co dotyczy kościoła, ale nie możemy stracić tylu dni”. „Bóg jest panem pól, pszenicy, deszczu i gradobicia” – odpowiedział ojciec Klaret. „W imię Boże powiadam wam, że jeśli przybędziecie na Misje, wasze pola pszenicy będą bardziej urodzajne, a wszelkie niebezpieczeństwa deszczu i gradobicia zostaną zażegnane. Jeśli jednak nie przyjdziecie, wasze żniwa zostaną zniszczone ”. Ojciec Klaret nie powiedział nic więcej i rozpoczął swoje Misje. Niektórzy posłuchali wezwania; inni nie. W ciągu dwóch dni wszyscy ludzie zobaczyli zrujnowane pola tych, którzy nie przybyli na Misje, a ich plony zostały utracone. Na pola niespodziewanie spadła burza gradowa. Zachowały się jednak pola tych, którzy przybyli na Misje. Łodygi mocno obciążone złotym ziarnem pozostały wyprostowane, a grad nie dotknął ani zboża, mimo zrujnowanych sąsiednich pól. Wiadomość o tym wydarzeniu szybko rozeszła się po dzielnicy i posłużyła jako zbawienne ostrzeżenie.

Bóg objawił świętość Ojca Klareta nadzwyczajnymi znakami. Wśród nich było olśniewające światło, które otaczało go, gdy odprawiał Mszę św. Tę deklarację złożył ojciec Paul Coma z Oratorium św. Filipa Neri w procesie informacyjnym. Oto jego słowa: „Kiedy miałem piętnaście lat, wszedłem do kościoła parafialnego św. Eugenii Bergo, diecezji Vich. Przy ołtarzu „Różańcowym” zauważyłem niezwykły przepych otaczający nieznanego wówczas celebransa. zbliżyłem się i wtedy rozpoznałem Ojca Klareta, którego oblicze przemieniło się. Ta dziwna jasność rozproszyła swoje promienie aż do zakrystii. Nie pamiętam, czy był w kościele prócz mnie ktoś inny. Stało się gdy Sługa Boży udzielał Misji w Katalonii.

Rozeznanie sumień było jedną ze szczególnych łask, którymi Bóg obdarzył Swojego sługę. Z jednego słowa penitenta poznawał sekrety jego duszy. Były okazje, w których, nie widząc tych osób, znał stan ich sumień.

Pewnego dnia pewna pani zgłosiła się do niego po raz pierwszy do spowiedzi. Ojciec Klaret, nie wysłuchawszy jej spowiedzi, powiedział do niej: „Proszę Panią, niech Bóg błogosławi i zachowa w swojej łasce. Możesz przystąpić do Komunii Świętej, bo nie jesteś winna nawet grzechu powszedniego”. Pani była bardzo zaskoczona i ze spokojem przyjęła Komunię św.  Inni penitenci mówili, że jeśli przez ignorancję lub zapomnienie nie wyznali niektórych swoich grzechów, Ojciec Klaret pytał ich: „Czy nie pamiętasz innych grzechów? Synu, dlaczego nie wyznajesz takiego grzechu, który popełniłeś w taki dzień, z takim towarzyszem i w takim miejscu?” I przypomniał im drobiazgowe okoliczności grzechów, które nie zostały wyznane. Wiele osób wiedziało, że ksiądz Klaret posiada ten szczególny dar wnikania w tajemnice sumień i dlatego starały się podporządkować jego władzy i kierownictwu.

W Vich, kiedy ksiądz Klaret odprawiał rekolekcje dla karmelitanek bosych św. Teresy, dusze zakonnic zalała głęboka i pogodna radość. Co było powodem? Matka przeorysza, s. Maria od Poczęcia, wyjaśniła: „Ks. Klaret wysłuchał naszej spowiedzi. Na jednej ze swoich konferencji powiedział nam, abyśmy nie martwili się tymi spowiedziami, bo właśnie w tym momencie czytał sumienia. Wszyscy doświadczyliśmy, że mówił prawdę; znał wady każdego lepiej niż osoba zainteresowana.” To, co ówcześni mówcy najbardziej podziwiali u Ojca Klareta, to jego konsekwencja w wygłaszaniu kazań. Pewnego dnia Don Hermenegildo Coll de Valdemia wygłosił wspaniałe i ożywione kazanie. W uroczystości asystował ojciec Klaret. Don Hermenegildo otrzymał gratulacje za przemówienie. Ojciec Klaret jednak wycofał się po cichu. Następnego dnia, wczesnym rankiem, sławny mówca odwiedził księdza Klareta; wielce zaniepokojony, powiedział do niego: „Wasza Ekscelencjo, wybacz mi kłopoty z tą nieodpowiednią wizytą. Muszę wyznać przed Ekscelencją co leży mi na sercu. Czy nie podobało ci się wczorajsze kazanie? Twoje milczenie było dla mnie ostrzeżeniem i naganą! Potem ojciec Klaret pocieszał go i zachęcał, ale jednocześnie udzielił tej zbawiennej rady: „Powiedz mi, don Hermenegildo, czy głosiłeś kiedyś kazanie o zbawieniu duszy lub o strasznym nieszczęściu potępionych?” – Nie, Wasza Ekscelencjo, nie wygłaszałem jeszcze kazań na te tematy.Czy głosiłeś o śmierci, o sądzie, o piekle, o konieczności nawrócenia, o unikaniu grzechu i pokucie?”Też nie głosiłem kazań bezpośrednio na te tematy”. „Cóż, mój przyjacielu, mam zamiar mówić do ciebie z całą szczerością, ponieważ mnie o to poprosiłeś. Nie podobało mi się to, ani nie mogę aprobować metody tych, którzy w swoich kazaniach pomijają te wielkie prawdy o Chrześcijaństwo i zaledwie dotykają tych tematów, ale niewiele czynią dla nawrócenia dusz. Nie sądzę, aby takie kazania były akceptowalne, lub powinny być zatwierdzone przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Don Hermenegildo słuchał i milczał. Kilka dni później mieszkańcy Madrytu dostrzegli radykalną zmianę w mowie tego słynnego kaznodziei. Dawniej oklaskiwali jego przemówienia, ale teraz płakali z powodu namaszczenia jego kazań.

Arcybiskup Kuby

6 października 1850 r. w katedrze w Vich Antoni Maria Klaret został wyświęcony na arcybiskupa Santiago na Kubie. Ojciec Klaret, który w czasie swojej konsekracji biskupiej dodał imię Maryi do swojego własnego, dał delikatny przykład swojego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. „Muszę opuścić Madryt w pośpiechu, ponieważ przed wyjazdem na Kubę muszę odbyć trzy ważne wizyty” – powiedział pewnego dnia arcybiskup swojemu przyjacielowi, który nalegał, by przedłużył pobyt na dworze królewskim. Jakie wizyty mogą być tak pilne? Było ich trzech. Najpierw było sanktuarium „La Virgen del Pilar”, patronki Hiszpanii, które odwiedził w lutym tego samego roku i które pragnął odwiedzić ponownie, aby umieścić swój pierścień duszpasterski na kolumnie, na której stoi Matka Boża. Później napisał do kapelana z prośbą o odmówienie „Salve” po różańcu w jego intencjach. Druga wizyta odbyła się u Matki Bożej z Montserrat, Patronki Katalonii. Przybył do Montserrat drugiego listopada. Z tej okazji tego dnia zorganizowano uroczyste nabożenstwo. Trzecia wizyta dotyczyła Matki Boskiej z Fusimanya, Patronki Sallent. Mieszkańcy Sallent przygotowali dla niego wspaniałe przyjęcie. Muzyka i poezja, entuzjastyczne aklamacje i łzy wzruszenia były ofiarowane po jego przybyciu do rodzinnego miasta. Ojciec Klaret był teraz zadowolony. Poświęcił swoje trzy miłości u stóp trzech obrazów; mianowicie miłość jego do Hiszpanii przed Matką Bożą z Pilar; miłość jego do Katalonii przed Dziewicą z Montserrat; i miłość do swojej wioski przed Matką Bożą z Fusimanya. Te trzy wizyty były wstępem do szczęśliwej okresu dla jego posługi biskupiej na Kubie. W lutym następnego roku przybył na Kubę i został ustanowiony w swojej stolicy.

Arcybiskup Klaret uważał, że jego nowe stanowisko wymaga od niego bycia misjonarzem w takim samym stopniu jak wcześniej. W związku z tym na ogół odwiedzał całą swoją archidiecezję – połowę wyspy Kuby – raz na 18 miesięcy. Teren i podróżowanie były tak bardzo trudne. Każda trasa oznaczała miesiące żmudnej podróży przez dziki, nierówny kraj, jednego dnia pod palącym słońcem, a następnego przez głębokie błoto w oślepiającym deszczu.

Wszędzie arcybiskup Klaret głosił kazania, nie ignorując ani bogatych, ani biednych, uczonych ani ignorantów. Głosił misję w każdym mieście lub w każdej małej grupie wiosek, do których przybył. Oprócz kazań misyjnych wygłaszał specjalne kazania do towarzystw parafialnych. Naradzał się również z duchowieństwem, a kiedy mógł zebrać kilku z nich, czasami głosił im kazania na zamkniętych rekolekcjach. Wielu jego księży prawie nie widziało biskupa od dnia ich święceń.

Aby dać wiernym jak największą możliwość spowiedzi, sam spowiadał przez pięć lub sześć godzin dziennie, gdyż wielu ludzi nie wyznawałoby swoich grzechów żadnemu innemu księdzu. Owoc jego misji był widoczny przede wszystkim w bezprecedensowej liczbie osób, które przyjęły Komunię Świętą w dniu zamknięcia. Pod koniec misji w Santiago, w Wielkim Poście 1851 roku trzech księży rozdawało Komunię św. do godziny 13:00, bo był wielki tłum komunikujących.

W pierwszych dwóch latach bierzmował 100 000 osób, przyczynił się do tego że 300 000 przystąpiło do konfesjonału, dał ślub w kościele 9 000 parom żyjącym w konkubinatach i ponownie połączył 300 rozwiedzionych par. Co więcej, tylko podczas swojej pierwszej wizyty rozdał za darmo – lub w zamian za złe książki – 38 217 książek, 83 500 świętych obrazków, 20 663 różańców i 8931 medali. Jako arcybiskup poświęcił Archidiecezję Santiago Niepokalanemu Sercu Maryi i założył Bractwo Niepokalanego Serca Maryi, Ucieczki Grzeszników w każdej parafii i stacji misyjnej.

Podczas misji w Manzanillo, przepowiedział, że trzęsienia ziemi wkrótce nawiedzą wyspę. Trzy miesiące później kilka gwałtownych trzęsień spowodowało ruinę, niszcząc katedrę w Santiago i zrównując rezydencję arcybiskupa. Pewnego dnia arcybiskup wygłaszał kazania na placu publicznym, gdy rozległ się odległy grzmot, któremu towarzyszyły wstrząsy. Lud wydał okrzyk przerażenia i zaczął uciekać. „Nie bój się, to nic!” powiedział im arcybiskup. „Wszystko wkrótce minie!” Zszedł z ambony i klękając dotknął ziemi rękoma, powodując ustanie trzęsienia ziemi. „Bądźcie spokojni! Trzęsienia nie będą cię dziś więcej dokuczać!” powiedział, a następnie kontynuował swoje kazanie. Wkrótce potem, zgodnie z inną przepowiednią, wybuchła epidemia cholery. Niezrażony arcybiskup Klaret odwiedził każdą część swojej diecezji, niosąc pomoc i pociechę poszkodowanym.

Pewnego dnia dokonał następującego porównania: „Bóg postępuje z wieloma z nas tak, jak matka z leniwym, śpiącym dzieckiem; potrząsa łóżeczkiem lub łóżkiem, aby go obudzić i sprawić, by wstał. Jeśli to nie wystarczy, ona potrząsa go. Bóg czyni to samo z wieloma swoimi dziećmi, ospałymi grzesznikami. Potrząsa ich łóżkami, to znaczy ich domami, za pomocą trzęsień ziemi, ratując ich ciała i życie. Jeśli to ich nie obudzi i nie wstają, zadaje ​​im ciosy, zsyłając im cholerę i zarazę. Bóg mi to objawił”.

Aby duch religii mógł płonąć jaśniej w archidiecezji Santiago, Św. Antoni Klaret zarządził, aby różaniec odmawiano publicznie przynajmniej w niedziele i święta we wszystkich kościołach i był to jeden z punktów, które dokładnie sprawdzał podczas swoich wizytacji duszpasterskich.

Pewnej niedzieli wpadł do kościoła parafialnego i zastał ludzi zgromadzonych na odmawianiu różańca. Ale proboszcz nie był obecny, aby go poprowadzić. Sam arcybiskup podszedł do stopni ołtarza i prowadził różaniec z budującą pobożnością. Proboszcz pospieszył do kościoła i wyjaśnił, że został zatrzymany z powodu bardzo pilnych spraw. „Tak myślałem”, powiedział arcybiskup. „Dlatego proszę, abyś mi powiedział, kiedy będziesz zajęty; bo kiedy daję misję w sąsiednich miastach, przyjadę osobiście, aby poprowadzić różaniec, kiedy nie będziesz w stanie tego zrobić”. Potem, gdy o zmroku zabrzmiał dzwon na różaniec, proboszcz mówił do swoich towarzyszy: „Pójdę, aby nie przyszedł arcybiskup i nie zajął mojego miejsca”. Podczas długich podróży po archidiecezji różaniec nigdy nie wyszedł z jego rąk. W misjach, które głosił wszędzie, uczył ludzi odmawiania różańca i zachęcał ich do częstego odmawiania go.

W ciągu sześciu lat swojej posługi przywrócił, zarówno materialnie, jak i duchowo, marniejącą archidiecezję Santiago. Ponad dwukrotnie zwiększył liczbę parafii; odbudował seminarium diecezjalne, z którego żaden kapłan nie był wyświęcony przez 30 lat; podniósł morale i gorliwość duchownych i uzyskał podwyżkę ich pensji; pomagał także w tworzeniu wielu wspólnot zakonnych, gdzie wcześniej były one tłumione i zakazane przez prawo.

Spowiednik królowej

Królowa Izabela II odwołała arcybiskupa Klareta z Kuby, ponieważ pragnęła mądrego i świętego spowiednika. Wierzyła, że ​​arcybiskup Klaret byłby idealny, ale dla niego idea stanowiska na dworze była przerażająca. Nie lubił światowości, intryg i bezczynności dworskiego życia. Zgodził się jednak przyjąć radę nuncjusza papieskiego w Hiszpanii i jego osobistych doradców. Zachęcali go, dla dobra Kościoła, aby przyjął to stanowisko. Postawił trzy warunki: miał mieszkać z dala od pałacu i musiał przychodzić tylko po to, by wysłuchać spowiedzi królowej lub pouczyć jej dzieci; miał być zwolniony z uczestniczenia w czynnościach sądowych i przestrzegania ceremonii sądowych; miał mieć swobodę głoszenia kazań, odwiedzania szpitali i więzień oraz uczestniczenia w swoich projektach apostolskich. Królowa chętnie się zgodziła. Arcybiskup Klaret przystąpił do swoich obowiązków, łącząc parę królewską i proponując królowej plan życia. Najpierw polecił jej odbyć rekolekcje duchowe z damami dworu, które stały się corocznym wydarzeniem. Aby przedłużyć wpływ ich rekolekcji, przekazał grupie kopie napisanego i wydanego przez siebie modlitewnika zatytułowanego Prosta Droga.

Ówczwsny premier, umiarkowanie liberalny generał Leopold O’Donnell, próbował pozyskać spowiednika królowej dla swojej partii, ale mu się nie udało. W ciągu sześciu miesięcy konserwatysta generał Narvaez został premierem i on również próbował przeciągnąć na swoją stronę arcybiskupa Klareta. Narvaez twierdził, zgodnie z prawdą, że konserwatyści byli bardziej przyjaźnie nastawieni do kościoła. Arcybiskup powiedział: „Traktuję naród w jego obecnym stanie jak stół do gry w karty, wokół którego siedzą gracze. Jeśli jest ktoś, kto jest tylko widzem, powinien milczeć. oznaki łaski w stosunku do jednego lub drugiego gracza. Tak jest ze mną. Jestem obserwatorem, więc nic nie powiem na twoją korzyść. Obowiązkiem, który spoczywa na mnie, jest dopilnowanie, aby królowa była dobrą chrześcijanką i dobrą królową. I z Bożą łaską pozwolę jej skorzystać z Piotra, Pawła lub Zebedeusza, zależnie od tego, czy będzie skłonna”.

Ale niektórzy ludzie wątpili w polityczną neutralność arcybiskupa, podczas gdy inni nienawidzili jego katolickiej pobożności. Ledwie zamieszkał w Madrycie, pewnego dnia dostarczono mu wielką skrzynię, najwyraźniej skrzynkę z książkami. Po otwarciu znalazł martwego mężczyznę ze sztyletem w sercu. Dołączono notatkę, która brzmiała: „Za kilka dni będziesz jak ten trup”. W 1866 roku w Madrycie było – według statystyk opublikowanych w „Le Monde” – czterdzieści dziewięć lóż i tysiąc masonów. Pewne jest, że zawiązali wielki spisek, aby utrudnić apostolat O. Klareta i dokonać zamachów na jego życie.

To prześladowanie przez wrogów Kościoła było jedną z największych chwał świętego misjonarza. W ten sposób udowodnił wielkość swojej osobowości moralnej i triumfy swojej posługi, czego organizacje masońskie nie znosiły. Słowa, które sam napisał, aby zachęcić tych, którzy cierpią prześladowania ze względu na sprawiedliwość, można odnieść do sługi Bożego. „Czy widziałeś kiedyś drzewo figowe obładowane figami i wiele ptaków, które przylatują, aby je zjeść? Chcesz wiedzieć, które figi są najlepsze? Ptaki ci powiedzą. Najlepsze są te, które zostały co zerwane najwyżej. To zgadza się z Ewangelią. Nasz Boski Mistrz, Jezus Chrystus, powiedział: „Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, świat was brzydzi się”.

Życie św. Antoniego przeplatało się z prześladowaniami, intrygami i groźbami. Świat zastawił na jego drodze sidła śmierci, a Bóg udaremniał ich plany z wyżyn Nieba. To jest prawda historyczna. Bezbożni dokonali czternastu prób – zamachów na jego życie: zatrucia, podpalenia, napaści, pchnięcia nożem i sztyletem; w domu, na ulicach, na polach, ale przede wszystkim w kościele i konfesjonale. Rezultatem zawsze była porażka: trucizny były nieskuteczne, pchnięcia nożem chybione, sztylety odkryte. Zabójcy albo nawrócili się, albo zginęli wkrótce potem. Stosunek błogosławionego Antoniego do tych wszystkich prześladowców był taki, jak Jezus wobec swoich wrogów – milczenie. – Zostawcie ich – powiedział Ojciec Klaret – są budowniczymi mojej duszy. Zostawcie ich. Wiem, co jest dla mnie dobre. Biedne stworzenia! to. Gdyby moi wrogowie wiedzieli, ile dobrego wyrządzają mi, na pewno by tego nie robili. ”

Tak mówił i działał Ojciec Klaret! Cóż więcej zrobili wielcy męczennicy katolicyzmu w obecności swoich katów? Jednak ludzie na ogół go kochali, tłumnie słuchali jego kazań i słuchali tego, co do nich mówił. W swoim dzienniku napisał w kwietniu 1864 r.: „Poinformowano mnie, że w parafii św. Andrzeja w Madrycie, gdzie głosiłem misję wielkopostną, 4000 dusz więcej niż w poprzednich latach wypełniło nakazy Kościoła. Niech będzie błogosławiony Bóg, chwała Mu! Niektórzy mężczyźni spowiadali się po raz pierwszy od 40 lat, a kobiety, które nie czyniły tego od 30 lat.  <Nie nam, Panie, nie nam, ale Twemu imieniu niech będzie chwała >”. Poza kościołami parafialnymi głosił kazania w klasztorach, szpitalach i przytułkach Madrytu. Głosił jeszcze więcej, gdy królowa i jej dwór wielokrotnie odwiedzali hiszpańskie prowincje. Po przybyciu do jakiegokolwiek miasta opuszczał przyjęcie, wychodził na ulicę i prosił pierwsze napotkane dziecko, by skierowało go do najbliższego kościoła. Tam wchodził bez względu na porę dnia i pytał, czy może głosić kazanie. Wieści rozchodziły się i wkrótce zbierał się tłum. Po wygłoszeniu im kazania szedł do innego kościoła, potem jeszcze innego. Podobnie jak w Madrycie, szukał i głosił także tym, którzy nie mogli do niego przyjechać: siostrom w klasztorach, chorym w szpitalach i więźniom.

Pewnego dnia królowa powiedziała do arcybiskupa Klareta: „Nikt nie mówi mi rzeczy tak jasno i tak szczerze jak ty”. Byłoby dobrze, gdyby miała chociaż jednego doradcę politycznego równie zdolnego i bezinteresownego jak jej spowiednik, ale nigdy tego nie zrobiła. Innego dnia powiedziała do niego: „Wszyscy inni ciągle proszą mnie o przysługi, ale ty nigdy tego nie czynisz. Czy nie ma czegoś, co chciałbyś dla siebie?” – Tak – powiedział – tego, że zwolnisz mnie ze stanowiska. Królowa sapnęła. Nigdy by tego nie zrobiła. Nigdy więcej nie zaproponowała mu przysługi.

Na mocy konkordatu ze Stolicą Apostolską monarcha hiszpański miał prawo nominować kandydatów na biskupstwa. Arcybiskup Klaret znał najwartościowszych kapłanów Hiszpanii i chętnie doradzał królowej kogo nominować. Ich pobożność, gorliwość i wykształcenie były jego głównymi kryteriami. Ambicja jakiegokolwiek księdza, by być biskupem, całkowicie go dyskwalifikowała. Królowa miała też zwyczaj fundowania klasztorom sióstr. Tutaj również arcybiskup doradził jej, które z nich zasługiwały, a mianowicie te, które przestrzegały zasad kanonicznych i starały się praktykować cnoty ewangeliczne. Oprócz swoich kazań, działalności charytatywnej i zadań od królowej, arcybiskup Klaret prowadził wiele innych dzieł apostolskich, które uważał za konieczne. Kontynuował wraz z kolegami prowadzenie Wydawnictwa Religijnego, dbając o to, by publikowało ono dobre i potrzebne dzieła, dobrze wydrukowane i przy umiarkowanych kosztach. Było to największe katolickie przedsięwzięcie wydawnicze w Hiszpanii w czasie, gdy prasa świecka, zdominowana przez liberałów, zaciekle atakowała wiarę. Tylko 25 procent ludności było wtedy piśmiennych, ale ks. Klaret wciąż dostrzegał potrzebę dystrybucji literatury katolickiej. Do 1866 roku organizacja opublikowała 4 000 000 egzemplarzy swoich broszur i książek. Ks. Klaret szukał dobrych pisarzy, rozdawał książki, pisał pilnie dla prasy, wykonując wszystkie inne obowiązki, dobierając tematy zgodnie z potrzebami apostolatu. Wśród jego 120 dzieł pisanych, które wywarły największy wpływ, znalazły się katechizm hiszpański i podręcznik dla seminarzystów. Błogosławiona Dziewica kiedyś rozkazała mu głośno: „Antoni, pisz!” I pięć razy słyszał, jak Jezus lub Maryja mówili mu, że dobrze napisał. Historia również zaaprobowała, bo Hiszpanie zachowali Wiarę – w wyniku czego główną rolę odegrały św. Antoni Klaret, jego pisarstwo i publikacje.

Nasz Pan, który ocalił życie Ojca Klareta przed tyloma próbami, obronił jego księgi przed ogniem nienawiści, jak również przed ognistymi płomieniami. Następujący incydent z kwietnia 1852 roku dowodzi tego: Dominikanie, jezuici i księża świeccy wspólnie udzielali bardzo uroczystej Misji w Balaguer. Ojciec Serra, jeden z misjonarzy, podarował młodej dziewczynie, która się u niego spowiadała, jedną z książek księdza Klareta, zatytułowaną „Porady dla panien”. „Dali mi w prezencie książkę, księgę Ojca Klareta”, powiedziała radośnie młoda dziewczyna, wchodząc do domu. Przycisnęła ją do piersi jak skarb i relikwię. „Takie rzeczy są dla księży i ​​braci” – powiedział z pogardą pan domu, niewierny i bluźnierca. Nieco później młoda dziewczyna otworzyła książkę i zaczęła ją czytać przy świecach w kuchni. Mężczyzna wpadł w furię i wyrwał jej książkę z rąk. „Weź tę książkę, która sprawi ci więcej przyjemności”, powiedział do młodej dziewczyny, wręczając jej nieprzyzwoitą powieść. Młoda dziewczyna odrzuciła ją ze świętym oburzeniem. Mężczyzna następnie wrzucił książkę księdza Klareta do ognia, mówiąc: „Tak zrobiłbym z autorem, gdybym mógł”. Bóg jednak chciał uhonorować autora tej książki. Natychmiast węgle wybuchły w płomieniach, które rozprzestrzeniły się po pokoju, spalając niemoralną księgę, ale pozostawiając księgę błogosławionego Antoniego nienaruszoną pośród płomieni. „Cud, wielki cud!” wykrzyknęła entuzjastycznie młoda dziewczyna. Mężczyzna przepełniony przerażeniem wyszedł z domu. Szukał swoich przyjaciół i opowiedział im, co się stało, mówiąc: „Albo mój sługa i misjonarze są demonami, albo mają specjalną ochronę Boga”. Zapadła noc, ale nie mógł spać. „Jeśli płomienie spalą w ten sposób moją kuchnię, jak będą płonąć płomienie piekielne?” To była myśl, która przeniknęła jego umysł jak ognista strzała. Wczesnym rankiem, o świcie, wezwał księdza misjonarza. Chciał iść do spowiedzi. Zakrystian widział go w kościele. Wspominając czyny tego niegodziwego człowieka, z niepokojem zadał sobie pytanie: „Czy to spowiedź czy spisek?” Łzy skruchy nowego syna marnotrawnego dowiodły jego szczerości. Jego nawrócenie było cudem. Przyczyną tego wszystkiego była jedna z książek ks. Klareta.

Bóg obdarzył ks. Klareta dwiema wielkimi duchowymi pociechami. W swojej Autobiografii pisze: „26 sierpnia 1861 r. o godzinie siódmej wieczorem Pan udzielił mi wielkiej łaski zachowania postaci sakramentalnych. Dniem i nocą mam w piersi Najświętszy Sakrament. Z tego powodu muszę być zawsze skupiony i oddany Temu, który tak głęboko we mnie mieszka”. Błogosławiony Antoni Maria Klaret zachowywał w swym łonie nienaruszoną postać sakramentalną, od jednej Komunii do drugiej, w okresie od 26 sierpnia 1861 roku do dnia swojej śmierci 24 października 1870 roku. Była to najbardziej szczególna łaska, jaka rzadko zdarzała się w życiu świętych. Najświętsza Dziewica miała wzniosły przywilej użyczenia swego łona jako pierwszego tabernakulum świata, aby zachować w nim wcielonego Boga-człowieka; w ten sposób oddała swoje serce za pierwsze tabernakulum kościoła, w którym Bóg Eucharystyczny będzie zawsze zachowany.

To właśnie w Madrycie w 1864 roku w noc Bożego Narodzenia, podczas dziękczynienia po pasterce, w klasztorze Sióstr od Wieczystej Adoracji, o. Klaret miał wizję Maryi trzymającej Dzieciątko Jezus i, jak św. Antoni Padewski, miał przywilej przyjąć Dzieciątko w swoje ramiona. Jakaś uprzywilejowana dusza wśród Zakonników Nieustającej Adoracji musiała widzieć objawienie Najświętszej Maryi Panny, która złożyła Dzieciątko Jezus w ramionach Ojca Klareta, gdyż wkrótce wspólnota dowiedziała się o łasce z Nieba. Dowodem na to jest list zachowany przez s. Angelikę, zakonnicę od Nieustającej Adoracji. „Tej nocy Bożego Narodzenia”, mówi, „pięć godzin, które spędziliśmy w kaplicy, słuchając i widząc księdza Klareta, wydawało nam się tylko krótkimi chwilami. Nikt się nie męczył. że podczas dziękczynienia Ojciec był w ekstazie i przyjął na ręce Dzieciątko Jezus. Matka Boża dała mu Dzieciątko”.

Śmierć i świętość

24 października 1870 r. Ojciec Klaret odszedł z tego świata, aby otrzymać wieczną nagrodę w niebie. Cuda nie opuściły go po jego śmierci. Po śmierci kolor jego twarzy było upiorny, ale natychmiast twarz odświeżyła się, by przed pochówkiem przybrać żywy odcień, trochę ciemniejszy, jak był zdrowy. Co więcej, ciało pozostało idealnie elastyczne, ponieważ w końcu uniknęło rozkładu pośmiertnego. W nocy dwudziestego czwartego i dwudziestego piątego miała miejsce wyjątkowa niebiańska manifestacja w tym południowym górzystym kraju, w którym zmarł. Niebo zostało wspaniale oświetlone przez zorzę polarną. Tych, którzy kochali Antoniego Klareta, nie można było odwieść od wrażenia, że promiennie uśmiechnięte Niebo świętuje jego przyjęcie do chwały! Podczas pogrzebu i Mszy św. w kościele pojawił się tajemniczy ptaszek. Trzepotał nad szczątkami arcybiskupa i śpiewał słodko, łącząc się z psalmodią mnichów. Mały ptaszek milczał, gdy celebrans przewodził, ale kiedy chór zaintonował odpowiedzi, nadał swojemu głosowi pełną moc. Pod koniec obrzędów pogrzebowych zniknął z kościoła w ten sam tajemniczy sposób, w jaki pojawił się na początku. 11 czerwca 1897 r. otwarto jego grób i wydobyto trumnę. Zewnętrzna drewniana trumna była w zaawansowanym stadium rozkładu, w wyniku wody, która, jak wynika z zawartego w niej osadu, podtapiając cmentarz, przedostała się do krypty. Nawet wewnętrzna trumna cynkowa była mocno przedziurawiona. Wskazuje to na niewielką nadzieję na znalezienie szczątków w rozpoznawalnym stanie. Niemniej jednak – były! „…rysy ciała i twarzy były doskonale zachowane, z tymże twarz była jednak trochę nadpsuta. Dwaj lekarze z Narbonne, którzy zbadali zwłoki, potwierdzili nienaruszone mięśnie, a w brzuchu napięcie lub opór, które wskazywały na nieuszkodzony stan organów wewnętrznych. Wszyscy, którzy byli świadkami ekshumacji, poświadczali, że ciało nie wydzielało szkodliwego lub nieprzyjemnego zapachu”.

W 1899 papież Leon XIII ogłosił go czcigodnym. W 1934 r. papież Pius XI ogłosił go błogosławionym, a 7 maja 1950 r. papież Pius XII ogłosił Antoniego Marię Klareta Świętym.

 

Krótka biografia

Antoni Maria Claret i Clarà (hiszp. Antonio María Claret y Clarà; ur. 23 grudnia 1807 w Sallent w Katalonii, zm. 24 października 1870 w Narbonne) – święty Kościoła katolickiego.

Od 12. do 17. roku życia pracował jako tkacz w warsztacie swego ojca, potem udał się do Barcelony, by uczyć się w szkole handlowej i założyć własne przedsiębiorstwo. Wstąpił do seminarium w Vic w 1829 roku, a w dniu 13 czerwca 1835 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Otrzymał beneficjum w rodzinnej parafii, jednak jego prawdziwym pragnieniem była działalność misjonarska. W 1839 roku udał się do Rzymu, zamierzając wstąpić do jezuickiego nowicjatu, nie pozostał w nim jednak ze względu na zły stan zdrowia. Zamiast tego, powrócił do kraju i poświęcił się działalności ewangelizacyjnej w Katalonii, wygłaszał kazania i publikował książki religijne przeznaczone przede wszystkim dla ludu. Założył w 1849 roku Zgromadzenie Misjonarzy Synów Niepokalanego Serca Błogosławionej Maryi Dziewicy (klaretynów). W 1850 r. został mianowany przez papieża Piusa IX arcybiskupem Santiago de Cuba {Kuba}, gdzie rozpoczął pracę w rok później od rekolekcji dla kapłanów i podjęcia misji ludowych. W 1855 roku wraz z Matką Maria Antonią Paris założył zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej Misjonarek Klaretynek.

Czterokrotnie dokonywano na niego zamachów, poważnie ranny (1856), został mianowany spowiednikiem królowej Izabeli II, powrócił do Madrytu i został arcybiskupem tytularnym Traianopolis in Rhodope. Po wybuchu rewolucji w 1868 r. podobnie jak królowa udał się na wygnanie. Brał udział w Soborze Watykańskim I, broniąc dogmatu o nieomylności papieża.

Patronował powstaniu żeńskiego zgromadzenia „Instytutu Apostolskiego Maryi Niepokalanej” i założył Akademię św. Michała (1858). Zmarł zmożony chorobą w czasie, gdy przebywał w klasztorze Fontfroide. Przeniesienia relikwii dokonano dwadzieścia siedem lat później do Vic.

Beatyfikował go papież Pius XI w dniu 25 lutego 1934 roku, zaś kanonizował go papież Pius XII w dniu 7 maja 1950 roku.

Modlitwa

DEUS, qui beátum Antónium Maríam Confessórem tuum atque Pontifícem, apostólicis virtútibus sublimásti, et per eum novas in Ecclésia clericórum ac vírginum famílias collegísti : concéde, quǽsumus ; ut, eius dirigéntibus mónitis ac suffragántibus méritis, animárum salútem quǽrere iúgiter studeámus.

 

Introit
Introitus

Ps 131,9-10
Niech kapłani Twoi odzieją się w sprawiedliwość, a święci Twoi niech się radują; przez wzgląd na Dawida, sługę Twojego, nie odtrącaj oblicza Twego Pomazańca.
Ps 131:1
Pomnij, Panie, na Dawida i na całą jego gorliwość.
Chwała Ojcu…
Niech kapłani Twoi odzieją się w sprawiedliwość, a święci Twoi niech się radują; przez wzgląd na Dawida, sługę Twojego, nie odtrącaj oblicza Twego Pomazańca.

Ps 131:9-10.
Sacerdótes tui induántur justítiam, et sancti tui exsúltent. Propter David servum tuum non avértas fáciem christi tui.
Ps 131:1
Meménto, Dómine, David, et omnis mansuetúdinis ejus:
Glória Patri…
Sacerdótes tui induántur justítiam, et sancti tui exsúltent. Propter David servum tuum non avértas fáciem christi tui.
Kolekta
Oratio

Boże, który ozdobiłeś apostolskimi cnotami świętego Antoniego Marię, Swojego Wyznawcę i Biskupa, i przez niego utworzyłeś w Kościele nowe Zgromadzenia duchownych i dziewic, spraw prosimy, abyśmy kierując sie jego radami i korzystając z jego zasług zawsze szukali zbawienia dusz.
Przez Pana…

Deus, qui beátum Antónium Maríam Confessórem tuum atque Pontíficem, apostólicis virtútibus sublimásti, et per eum novas in Ecclésia clericórum ac vírginum famílias collegísti: concéde, quǽsumus; ut, eius dirigéntibus mónitis ac suffragántibus mentis, animárum salútem quǽrere iúgiter studeámus.
Per Dominum…
Lekcja
Lectio

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Hebrajczyków.
Hbr 7:23-27
Bracia: Kapłanów było wielu, dlatego że śmierć im trwać przy życiu nie dozwalała, ale Ten, dlatego że pozostaje na wieki, wieczne ma kapłaństwo. Stąd też i zbawiać na wieki może tych, którzy przez Niego przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nami. Przystało bowiem, abyśmy takiego mieli Najwyższego Kapłana: świętego, niewinnego, niepokalanego, odłączonego od grzeszników, wyniesionego ponad niebiosa. Nie ma On potrzeby, jak inni kapłani, składać codziennie najpierw ofiary za swe przewinienia, a potem za przewinienia ludu. To bowiem uczynił raz jeden, ofiarowawszy samego siebie, Jezus Chrystus, Pan nasz.

Léctio Epístolæ beáti Pauli Apóstoli ad Hebrǽos
Heb 7:23-27.
Fratres : Plures facti sunt sacerdótes, idcírco quod morte prohiberéntur permanére : Iesus autem, eo quod máneat in ætérnum, sempitérnum habet sacerdótium. Unde et salváre in perpétuum potest accedéntes per semetípsum ad Deum : semper vivens ad interpellándum pro nobis. Talis enim decébat, ut nobis esset póntifex, sanctus, ínnocens, impollútus, segregátus a peccatóribus, et excélsior cælis factus : qui non habet necessitátem cotídie, quemádmodum sacerdótes, prius pro suis delíctis hóstias offérre, deínde pro pópuli : hoc enim fecit semel, seípsum offeréndo, Ie-sus Christus, Dóminus noster.
Graduał
Graduale

Ps 131:16-17
Kapłanów Syjonu odzieję zbawienną pomocą, a jego święci radośnie będą się weselić.
℣. Tam dla Dawida wzbudzę potęgę, Pomazaniec mój zajaśnieje chwalą. Alleluja, alleluja.
Ps 109:4
Pan przysiągł i nie pożałuje: Tyś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. Alleluja.

Ps 131:16-17
℣. Sacerdótes ejus índuam salutári, et sancti ejus exsultatióne exsultábunt.
℣. Illuc prodúcam cornu David; parávi lucérnam christo meo. Allelúia, allelúia.
Ps 109:4
℣. Jurávit Dóminus, et non pœnitébit eum: Tu es sacérdos in ætérnum secúndum órdinem Melchísedech. Allelúia.
Ewangelia
Evangelium

Ciąg dalszy ☩ Ewangelii świętej według Mateusza.
Mt 24:42-47
Onego czasu: Rzekł Jezus uczniom swoim: «Czuwajcie, bo nie wiecie, o której godzinie przybędzie wasz Pan. A to wiedzcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie ma przyjść złodziej, czuwałby zaiste i nie dałby podkopać swego domu. Przeto i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn człowieczy przyjdzie.
Któż, mniemasz, jest sługą wiernym i roztropnym, którego postawił pan nad czeladzią swoją, by jej dawał żywność w czasie oznaczonym? Błogosławiony ów sługa, którego pan przyszedłszy znajdzie tak czyniącego. Zaprawdę powiadam wam, że postawi go nad wszystkimi dobrami swymi».

Lectio sancti Evangelii secundum Matthǽum
Matt 24:42-47.
In illo témpore: Dixit Jesus discípulis suis: Vigiláte ergo, quia nescítis qua hora Dóminus vester ventúrus sit. Illud autem scitóte, quóniam si sciret paterfamílias qua hora fur ventúrus esset, vigiláret útique, et non síneret pérfodi domum suam. Ideo et vos estóte paráti: quia qua nescítis hora Fílius hóminis ventúrus est. Quis, putas, est fidélis servus, et prudens, quem constítuit dóminus suus super famíliam suam ut det illis cibum in témpore? Beátus ille servus, quem cum vénerit dóminus ejus, invénerit sic faciéntem. Amen dico vobis, quóniam super ómnia bona sua constítuet eum.
Antyfona na Ofiarowanie
Offertorium

Ps 88:25
Z nim moja wierność i moja łaska; w moim imieniu moc jego wzrośnie.

Ps 88:25
Véritas mea et misericórdia mea cum ipso, et in nómine meo exaltábitur cornu ejus.
Sekreta
Secreta

Prosimy Cię, Panie, niech doroczna uroczystość świętego Antoniego Marii Claret, Twego Wyznawcy i Biskupa, uczyni nas godnymi Twojej miłości, a ta ofiara przebłagalna niech się przyczyni do jego niebieskiej chwały i wyjedna nam dary Twojej łaski.
Przez Pana…

Sancti Antónii Maríæ Confessóris tui atque Pontíficis, quǽsumus, Dómine, ánnua solémnitas pietáti tuæ nos reddat accéptos: ut, per hæc piæ placatiónis offícia, et ílium beáta retribútio comitétur, et nobis grátiæ tuæ dona concíliet.
Per Dominum…
Prefacja
Prefatio

Prefacja zwykła
Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze Święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez Chrystusa, Pana naszego. Przez Niego Twój majestat chwalą Aniołowie, uwielbiają Państwa, z lękiem czczą Potęgi, Niebiosa i Moce niebios oraz błogosławieni Serafini we wspólnej wysławiają radości. Z nimi to, prosimy, dozwól i naszym głosom wołać w pokornym uwielbieniu:

Communis
Vere dignum et justum est, æquum et salutáre, nos tibi semper et ubíque grátias ágere: Dómine sancte, Pater omnípotens, ætérne Deus: per Christum, Dóminum nostrum. Per quem majestátem tuam laudant Angeli, adórant Dominatiónes, tremunt Potestátes. Cæli cælorúmque Virtútes ac beáta Séraphim sócia exsultatióne concélebrant. Cum quibus et nostras voces ut admítti jubeas, deprecámur, súpplici confessione dicéntes:
Antyfona na Komunię
Communio

Mt 24:46-47
Błogosławiony sługa, którego Pan przyszedłszy znajdzie czuwającego. Zaprawdę, powiadam wam, że postawi go nad wszystkimi dobrami swymi.

Matt 24:46 – 47.
Beátus ille servus, quem cum vénerit dóminus ejus, invénerit sic faciéntem.
Pokomunia
Postcommunio

Boże, Ty nagradzasz dusze wierne; spraw, abyśmy dostąpili przebaczenia przez prośby świętego Antoniego Marii Claret, Twego wyznawcy i Biskupa, którego chwalebną uroczystość obchodzimy.
Przez Pana…

Deus, fidélium remunerátor animárum: præsta; ut beáti Antónii Maríæ Confessóris tui atque Pontíficis, cuius venerándam celebrámus festivitátem, précibus indulgéntiam consequámur.
Per Dominum…
☩ A. M. D. G. ☩

ajax-loader