Jeśli masz ciekawe zdjęcia czy teksty, o Papieżu św. Piusie x, skontaktuj się z nami

informacje

O. Wiktor Mróz Polski franciszkanin 1915 -1992

informacje

Polski franciszkanin. Zapomniany bohater.

Ojciec Wiktor Mróz urodził się 29 stycznia, 1915 roku. Do kapłaństwa przygotowywał się w kilku franciszkańskich seminariach. Jego przełożonym, spowiednikiem oraz kierownikiem duchowym była ta sama osoba – Maksymilian Kolbe.

Pewnego dnia młody Wiktor modlił się o rozeznanie woli Bożej. Zastanawiał się kim powinien zostać – bratem czy księdzem. Ojciec Maksymilian powiedział mu: „jeżeli chcesz zbawić swoją duszę, musisz zostać księdzem”. Kolbe dodał: „Będziesz miał ciężkie życie, ale ostatnie lata będą szczęśliwe”. Pewnego dnia przepowiada mu ponad 50 lat kapłaństwa. Ojciec Mróz zostaje wyświęcony na kapłana 20 czerwca 1941 roku. Tego samego roku w których ojciec Kolbe oddał życie za bliźniego. Po święceniach wikary w Kalwarii. Później wykłada w Wyższym Seminarium Franciszkańskim w polskim Lwowie. Podczas Drugiej Wojny Światowej ojciec Mróz kapelan polskich sił podziemnych [rozumiane zwykle przez obcokrajowców jako AK].

Tutaj uzupełnimy wiadomości posiadane przez katolickich franciszkanów.
Przeglądając historię NSZ natrafiamy na kapelana sławnej Brygady Świętokrzyskiej, która odmówiła scalenia z AK. Kapelan urodził się w Miertiukach (woj. Stanisławów) w roku 1915. Franciszkanin. Pracował w Parafiach Rybotycze i Hanaczów. W tej ostatniej jako wikary w okresie kwiecień – maj 1944 roku. Bohaterski obrońca kresowej miejscowości. Atakowało oczywiście UPA oraz SS. Do jednej wioski Niemcy wysłali dwie kompanie SS, żandarmerię i gestapo z 3 czołgami, działami i granatnikami. Ostrzał rozpoczęli od kościoła i klasztoru… Po zniszczeniu wsi przez SS Galizien, Franciszek przedostaje się do polskiego Lwowa. Odznaczony przez AK krzyżem walecznych za odwagę i poświęcenie. Mianowany kapelanem AK obwodu Przemyślany. W październiku 1944 roku zostaje kapelanem Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Ma dwa pseudonimy. „Mróz” oraz „Wiktor Mróż”.  Świat jest mały, a Pan Bóg wielki.

W 1944 roku przedostaje się do Bawarii. Posługuje Polonii Monachijskiej. Tymczasowy kapelan Trzeciej Armii Pattona. W Erlangen w Polskich Kompaniach Wartowniczych od VII 1945 r. do 1947.

W lipcu 1947 roku udaje się do Stanów Zjednoczonych. Przez dwa i pół roku pracuje jako redaktor polskiego dziennika. W Wisconsin głosi rekolekcje i pracuje jako misjonarz. W grudniu 1949 roku zgłasza się do misyjnej pracy w Japonii. Zajmuje się nauczaniem oraz opieką medyczną ofiar radioaktywnego skażenia. Pracuje tam 18 lat.  W 1967 roku dociera do Kanady. Pracuje jako wikary w kościołach Franciszkanów Zostaje kapelanem Misji św. Wojciecha w Montrealu. W 1969 przenosi się do Buffalo, New York. Przez osiem lat pracuje jako kapelan w Szpitalu w Buffalo.

25 listopada 1977 roku o godzinie 11.00 ojciec Wiktor opuszcza franciszkańską parafię w Buffalo. Dołącza do ORCM – Orthodox Roman Catholic Movement (Ruch Prawowiernych Rzymskich Katolików). Był to prawdopodobnie pierwszy zorganizowany ruch w USA. Powstał za sugestią meksykańskiego cristero, jezuity Joaquín Sáenz y Arriaga współpracującemu z księżmi Carmona i Zamorra.

Początkowo do ruchu należą ks. Fenton, dominikanin Robert McKenna oraz ks. Kelly z FSSPX.

W 1975 roku do ruchu dołączają księża: Paul Marceau, Charles P. Donohue, Leo M. Carley, Daniel E. Jones, Joseph Gorecki oraz benedyktyn Placid White.

„Gdy wszedłem do kaplicy Naszej Pani Różańcowej (Monroe, Connecticut, poczułem, że wreszcie wróciłem do domu, tam gdzie należę. W ORCM znów jestem we właściwym miejscu. Miejscu z Wiarą dla której zostałem wyświęcony dziewiętnaście lat temu”.

W listopadzie 1977 roku na dwóch wykładach w stanie Nowy York, w Buffalo oraz Rochester zgromadziło się około 770 osób. Siedemset siedemdziesiąt osób. Dzięki ojcu Wiktorowi w rejonie Buffalo stale była odprawiana katolicka Msza Święta.

W 1979 roku jedenastu księży należących do ORCM ofiarowało Mszę Świętą w szesnastu miejscach. M.in. Kalifornia, Kolorado, Floryda i Nowy York.

Ojciec zakłada nową siedzibę franciszkanów. Bracia gromadzą się wokół kaplicy Maryi Dziewicy w Paulsboro, New Jersey. Za swego duchowego ojca uznają Maksymiliana Kolbe.

20 lipca 1991 roku, polski zakonnik obchodzi zapowiedziane przez Maksymiliana 50 lat kapłaństwa.

Na pamiątkowym obrazku umieszcza:

Polska 1941 – 1944
Niemcy 1944 -1947
Stany Zjednoczone 1947 – 1949
Japonia 1949 – 1967
Kanada 1967 – 1969
Buffalo, New York od 1969.

W Tradycyjnym Ruchu od Listopada 1977.
„Trzymajcie się mocno tradycjii” (2 Tes. 2:15)”

„Father Victor Mroz O.F.M. Conv.

Mistrz franciszkańskiego nowicjatu, bardzo dobrze znający ojca Wiktora, powiedział, że polski franciszkanin przez kilkadziesiąt lat bardzo cierpiał z powodu anginy. Nigdy się nie skarżył. Widział w swym krzyżu wolę Bożą oraz efektywny sposób na uniknięcie znacznie większych cierpień w czyśćcu.

Często można było usłyszeć komentarze świadczące jak wielki wpływ na jego życie wywarł Maksymilian Kolbe.

Ojciec Mróz umiera 28 kwietnia 1992 roku w opinii świętości. Jest dzień św. Ludwika Marii de Montfort.

Został pochowany na cmentarzu św. Adalberta w Lancaster.

o. Wiktor Mróz: Gdzie jest dziś katolicka prasa?

Dzisiejsza tak zwana katolicka prasa jest niczym bardzo chory człowiek, umierający z powodu solidnej infekcji oraz ciężkiego zatrucia zabójczymi truciznami takimi jak Modernizm, Liberalizm, Sekularyzm, Naturalizm, Ekumenizm itp. Jeżeli spojrzysz na stare numery Katolickich periodyków, sprzed Drugiego Soboru Watykańskiego i porównasz je z dzisiejszymi numerami tych samych periodyków lub gazet – zobaczysz różnicę. Tytuł będzie ten sam, ale duch, kontekst są inne. Znajdziesz w nich rozcieńczony, częściowy Katolicyzm, pomieszany z wieloma dziwnymi ideami. Ideami kolaboracji z czymkolwiek i wszystkim co jest obce Katolickiemu duchowi oraz nauczania sprzed Drugiego Soboru Watykańskiego. Nigdy nie znajdziesz tej silnej woli by bronić prawdy, by walczyć przeciwko siłą niszczącym nasz Kościół i nasze społeczeństwo. Całkowicie brak nieustraszonej, apologetycznej gorliwości wobec jakiegokolwiek ataku wroga.

Prasa pozbawiona mocy

   Standardowym podejściem najlepszych Katolickich gazet w nowoczesnym Kościele nie jest nic więcej poza delikatną obroną. Jeżeli już światło dzienne ujrzy artykuł poświęcony takim tematom jak Komunizm, Masoneria, Protestantyzm, itd., zawsze będzie słaby i rozcieńczony, bo inaczej nasi „odłączeni bracia” czytając go mogliby zostać urażeni. W rzeczywistości, w dzisiejszej tak zwanej katolickiej prasie, nie znajdziesz żadnego wartościowego artykułu przeciwko Komunizmowi, Masonerii, Tajemniczym Stowarzyszeniom, itp. Również nic przeciwko jakiejkolwiek herezji.
     Powodem niezdolności katolickiej prasy do oparcia się wpływowi świeckiego świata dookoła nas jest fałszywy duch adaptacji i tolerancji, wolności sumienia, wolności religijnej wprowadzonych do Kościoła poprzez Sobór Watykański II. Kościół stracił swoją tożsamość poprzez wyciągnięcie rąk do „Księcia tego świata, którym jest Szatan razem ze swoimi kohortami tajnych i jawnych stowarzyszeń. Współpraca z nimi oznacza całkowite zniszczenie Katolickiej Wiary, moralności, dogmatów, dyscypliny, Tradycji a nawet całej struktury Kościoła. Nasz Kościół ma Boskie pochodzenie i nie ma nic wspólnego z „Księciem tego świata”, z wyjątkiem wojny z nim. Jeżeli Kościół nie jest wojujący, nie może się ani rozwijać, ani kwitnąć.

Uspokajając Wroga

   Świeccy humaniści zmieniają nasze szkoły, nasze instytucje, nasz rząd według swoich ateistycznych dogmatów. Dyktują co mamy wiedzieć i co mamy słychać w mass mediach. Ogromna większość Katolików myśli, że dostają obiektywną prawdę, gdy zaprenumerują „Time” albo „Newsweek’a”. Dzisiejsza prasa „katolicka” nie różni się bardzo od prasy świeckiej. Wobec zeświecczałego świata przyjęła podejście „żyj i pozwól żyć”. Zamiast bronić naszej danej przez Boga Wiary wobec wściekłych ataków naszych wrogów oraz prowadzić Katolickich czytelników ku prawdziwym ostatecznym celom, „nasza” prasa marnuje swój czas i środki na uspokajanie, wrogów Katolicyzmu.

Małpa widzi, małpa drukuje

   Nastąpiło zrównanie katolickich ideałów z tymi światowymi, potępionymi przez Chrystusa. W tym grzesznym usiłowaniu pogodzenie się z neopogańskim społeczeństwem, które nas otacza, „katolicka” prasa cierpli na kompleks niższości który często prowadzi do niewolniczej imitacji prasy świeckiej.
Jedną dodatkową różnicą jest spojrzenie na sprawy społeczne poprzez tak zwaną Społeczną Ewangelię, podczas gdy nadprzyrodzone perspektywy Katolickiej Wiary nie są jasno i wyraźnie prezentowane. Nic dziwnego, że tak wiele katolickich publikacji, zwłaszcza te najbardziej „postępowe, poniosło duże straty i upadło jedna po drugiej. Niektóre z tych, które przetrwały, również są na krawędzi likwidacji. Przed Soborem Watykańskim II były setki dobrych Katolickich periodyków tylko w tym kraju, o łącznej liczbie ponad dwóch milionów subskrybentów. Dziś nie istnieją. W latach które przyszły po Soborze, dążono do tego by nie wyglądać „triumfująco”, by nie zrazić innych instytucji religijnych istniejących w naszym „pluralistycznym” społeczeństwie. Niewielki lub żaden wysiłek nie został podjęty by pozyskać dusze dla Chrystusa i to, w mojej opinii, jest główną przyczyną ich rozkładu.

Obrona Prawdy

   Rolę mass mediów w sekularyzowaniu oraz dechrystianizacji dzisiejszego świata jest nie do przecenienia. Świecka prasa, radio oraz TV stały się ważną potęgą w wojnie przeciwko Bogu oraz Kościołowi Katolickiemu . Nigdy przedtem nie była dostępna tak wielka władza w budowaniu lub degradowaniu ludzkiego ducha, zależnie od zalet lub wad tych, którzy manipulują mediami. Mass media stają się jedyną siłą kształtującą umysły oraz czyny ludzkości. Właściciele tych organizacji często są wrogami Chrześcijaństwa oraz oddanymi wyznawcami fałszywej religii.”Jeden Świat bez Boga. Wykorzystują swój zły wpływ by podkopać i zniszczyć Kościół Katolicki. Ich zwycięstwo wydaje się być przesądzone. Chyba, że dzisiejsza „katolicka” prasa znów stanie się prawdziwie katolicka. To znaczy oddanym, bezkompromisowym obrońcą prawdy, którym kiedyś była.

Wiktor Mróz: proroczy list

Pisze mi brat Romuald, że parasz się teraz figurkami, jakie Osaka narobiła, może to i dobra rzecz, ale tu w Ameryce figurki już nikt nie uznaje. Stoją po strychach i w garażach. Ludzie wolą się modlić do pustych ścian, jeśli wogóle się modlą. Modlitwy też wyszły z mody. Im więcej Kościół katolicki się 'reformuje” – tym więcej staje się podobny do „kościoła reformowanego”, to jest protestanckiego, a nawet idzie dalej na lewo, bo już słychać między protestantami, że upominają się nawzajem, aby nie spaść tak nisko, jak katolicy i modlą się o nawrócenie katolików, mają mieć też wnet misje w krajach katolickich.

Tydzień temu papież Paweł VI – jak podał dziennik buffalowski – wzywał Kościół anglikański, aby się przyłączyli do katolickiego, bo katolicki już jest na takim poziomie, jak oni, aby tylko się wpisali na listę, a wszystko, w co wierzą i co uznają i  co praktykują mogą sobie zatrzymać – bo nic nas już nie różni. Ich pastorzy automatycznie zostaną na tych samych stanowiskach jako księża katoliccy. Nasze pismo diecezjalne, Magnificat – ciągle chwali protestantów w niebogłosy, że aż się wprost człowiek wstydzić zaczyna, że nie jest się protestantem. A wczoraj w Courier Express – świeckim dzienniku, była wiadomość na trzeciej stronie, że Kościół katolicki nawiązuje ścisłe więzy z żydami, a jakże. Z komunistami już jest w zgodzie, a przynajmniej idzie w ich kierunku, z masonami nie ma walki, bo to przecież bracia. Protestantom już się zazdrości ich doskonałości i małpuje ich liturgię i obyczaje.

Pozostał jeszcze tylko djabeł, z którym Kościół oficjalnie nie ma stosunków w duchu ekumenicznym, ale jeśli ruch ekumeniczny pójdzie dalej w tym samym tempie, a nowi teologowie będą dalej zgłębiać doktrynę, to jestem absolutnie pewny, że wnet będziemy mieli z djabłem jak najlepsze stosunki, ba, nawet połączymy się w jedności religii, pokoju i miłości, djabeł biedak już i tak traci grunt pod nogami, bo większość nowoczesnych teologów nie uznaje wieczności piekła, a więc musi się z tymi teologami połączyć, bo co będzie z jego państwem i władaniem? Już tylko kilka zebrań teologicznych i ekumenicznych, a djabeł dostanie należne sobie miejsce w liturgii, jako potężny duch przekory i postępu, patron modernizmu i opiekun tych księży z długimi włosami, którzy aż pianę z gęby puszczają z wyczerpania w walce o prawo do żeniaczki, zniesienie celibatu.

Jak na razie – wedle wszystkich „nowoczesnych” dzieł teologów katolickich – protestanci są OK, a wszystko, co było dotychczas katolickie – śmierdzi myszką, jest zacofaniem, zabobonem, bigoterią, różaniec niczym się nie różni od chińskich młynków do modlitwy, a obrazy i dzieła sztuki – są abominacją, zgnilizną kapitalistów duchownych i świeckich. Ale wnet reforsiści katoliccy pójdą dalej: bo kto ich zatrzyma w badaniach? przecie kary i klątwy i cenzury na autorów są zniesione, na duchownych też. tu jeden z księży chodzi po seminariach i kolęduje o potrzebie zniesienia spowiedzi i t.p. wydał książkę przeciwko biskupom i papieżom i żadna suspensa go nie zdybała, bo kar duchownych nie ma. A więc będzie tak, że protestanci pozostaną na swoich miejscach jako ostoja, a katolicyzm zacznie się rozproszkowywać na liczne sekty lewicowe, komunizujące i ateistyczne. Nie wierzysz w to? bo ja jestem pewny. Corruptio optisi-passima.

Nie mówię, że kościół katolicki upadnie, gdzieś pozostanie, schowany in pettore albo w katakumbach, ale ogół pogrąży się w setkach sprzecznych sekt protestanckich graniczących z materializmem i ateizmem.

…………………….

Był listopad 1970.

Z listu wynika kilka rzeczy. Obala również mnóstwo naiwnych twierdzeń.

1. Polski zakonnik precyzyjnie opisał zmiany i reformy.
2. Precyzyjnie i trafnie przewidział do czego doprowadzą „reformy”.
3. List ten dokumentuje istnienie jednej osoby, która wiedziała co się dzieje.
4. Nie było więc niemożliwym spostrzeżenie co się dzieje
5. Nie wszyscy się nabrali
6. Niektórzy byli czujni, co więcej kierunek zmian był dla nich oczywisty.
7. Można było dojść do takich wniosków jak o. Wiktor już w roku 1970. Nie musiał czekać do roku 1976, 1983, 1988, 2000 czy 2013.

Księża Scott i Oppenheimer zgodni

21 Marca 1992, The Buffalo News

Dysydencka grupa katolików: wsparcie wzrasta o 10 do 20% rocznie. Schizma wynikła z odrzucenia reform wprowadzonych przez Drugi Sobór Watykański.

Gdy grupa tradycjonalistycznych Katolików, niechcących zaakceptować reform Watykańskiego II, zerwała z Rzymem w 1988, papież Jan Paweł II usankcjonował powołanie nowego zgromadzenia księży.

Ich zadaniem jest sprowadzenie dysydentów z powrotem do Kościoła oraz uchowanie pozostałych od odejścia.Pierwszy Amerykanin wyświęcony na członka nowego zgromadzenia oraz przełożony oderwanej grupy na Stany Zjednoczone w tym tygodniu byli zgodni co do tego, że dysydenci przyciągają nowych sympatyków.

„Schizma ciągle rośnie, ponieważ sakramenty takie jak te udzielane w 1962, w wielu miejscach nie są łatwo dostępne (dla osób chcących z nich skorzystać) – powiedział ks. Daniel Oppenheimer, który w czerwcu został wyświęcony w nowym zgromadzeniu – Bractwie Świętego Piotra.

W międzyczasie ksiądz Peter Scott, przełożony na Stany Zjednoczone ekskomunikowanego zgromadzenia księży, Bractwa św. Piusa X, powiedział, że kościół w Południowym Buffalo, jest obecnie w momencie wzrostu „na poziomie 10 do 20 procent rocznie”.

Schizma zaczęła się rozwijać natychmiast po Drugim Soborze Watykańskim, 1962 – 1965, gdy Szwajcarski Arcybiskup Marcel Lefebvre odmówił zaakceptowanie jego reform. Sprzeciwił się używaniu podczas Mszy języka świeckiego, zamiast tradycyjnej łaciny oraz dialogu z innymi religiami. Zerwanie, pierwsza schizma w Kościele Katolickim od ponad 100 lat, formalnie miała miejsce w 1988, gdy papież Jan Paweł ekskomunikował Lefebvre za konsekrację czterech biskupów wbrew rozkazowi Watykanu.

Ksiądz Oppenheimer, kiedyś członek grupy Lefebvra, twierdzi, że strumień konserwatywnych Katolików opuszczających Kościół mógłby zostać zatrzymany, gdyby tylko stare ryty, które tak bardzo kochają, wliczając Mszę Trydencką, były dla nich łatwiej dostępne. Nie są one powszechnie dostępie – powiedział – ponieważ lokalni biskupi niechętnie korzystają ze specjalnego papieskiego pozwolenia, aktualnego od 1984, na ich udostępnienie.

Tak wiec ruch św. Piusa X rośnie, powiedział ks. Scott, gdyż „ludzie mają sens świętości (w starych rytach) oraz potrzebę tradycyjnego Katolickiego nauczania, a także poczucie bycia porzuconymi przez ich biskupów.”

W Stanach Zjednoczonych, każdej niedzieli, 20 000 osób uczęszcza na Msze ofiarowane przez księży Św. Piusa X, powiedział ksiądz Scott ze swojej siedziby w Kansas City, Mo.

Trzydziestu pięciu z tych księży obsługuje 101 kościołów oraz kaplic na terenie US, wliczając Kaplicę Naszej Pani Różańcowej przy 231 McKinley Parkway.

Lokalna kongregacja, prowadzona przez o. Wiktora Mroza, emerytowanego franciszkanina, liczy 240 członków, którzy twierdzą, że to raczej Kościół Katolickich ich opuścił niż vice versa.

„Nie jesteśmy w schizmie. Uznajemy się za będących pod papieżem. Zawsze modlimy się za biskupa Head’a oraz papieża. Akceptujemy całą doktrynę Kościoła” powiedziała Clara Young z Amherst, uczęszczająca do Kaplicy Naszej Pani Różańcowej.

„Uznajemy, że Kościół zboczył z kursu. Czekamy aż na niego powróci” powiedziała.

Ksiądz Scott powiedział, że na całym świecie, w 23 krajach ludzie uczęszczają na Niedzielną Mszę oferowaną przez 285 księży św. Piusa X.

Bractwo św. Piotra, zgromadzenie księdza Oppenjeimer’a, zostało założone mniej niż cztery lata temu. Jak dotąd ma 35 księży i około 100 seminarzystów.

Ksiądz Oppenheimer, 40, dorastał na Północnym-wschodzie. Przed ekskomunikowaniem biskupa, przez pięć lat studiował w seminarium Lefebvra w Econe, Szwajcaria. Przyciągnęło go zwłaszcza uporządkowanie starych dróg, zwłaszcza ich lojalność do tradycyjnych dogmatów, łacińskiej Mszy, hymnów oraz chorału Gregoriańskiego.

Opuścił seminarium w 1987 (nim Lefebvre został ekskomunikowany), ponieważ nie zgadzał się w wewnętrzną polityką zgromadzenia. Twa lata później dołączył do Bractwa św. Piotra, założonego po ekskomunikach, przez grupę księży oraz seminarzystów, którzy zerwali z Lefebvre’m.

Tym co różni Bractwo od innych religijnych zgromadzeń, jest to, że jego członkowie są uprawnieni do celebrowania liturgii po łacinie oraz używania kościelnych rytów, które były powszechne w 1962, przed Watykańskim II.

„Poprzez ustanowienie wspólnoty mającej apostolską aprobatę na używanie tych rytów, nie ma powodu, by ludzie szukali tych rytów poza Kościołem” powiedział ksiądz Oppenheimer, opisując zgromadzenie religijne jako „odpowiedź na kryzys jaki oni (Bractwo św. Piusa X) spowodowali”.

Kuzynka o. Wiktora Mroza

Stasia Świstak urodziła się 3 maja 1925 roku w Koprzywnicy, historycznym mieście w ziemi Sandomierskiej. Jako młoda kobieta, w czasie Drugiej Wojny Światowej była świadkiem spalenia całej wioski. Zarówno podczas wojny, jak i po niej, opiekowała się owdowiałą i niepełnosprawną mamą. Po śmierci matki, dalej opiekowała się niedołężną babcią.

Po śmierci babki, na początku lat 60-tych wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Wyszła za Józefa Paruch – Polaka oraz weterana Pierwszej Wojny Światowej, który w Buffalo zaciągnął się do USAAS (Służba Powietrzna Armii Stanów Zjednoczonych). Służył w 1 pułku mechaników – zajmował się naprawianiem dwupłatowców we Francji. Później posługiwał jako organista w kościele św. Barbary w Lackawanna.

Po jego śmierci, pani Paruch nie przestała być aktywna. Wraz za swoim kuzynem, wielebnym ojcem Wiktorem, odegrała znaczącą rolę w założeniu kościoła Naszej Pani Różańcowej w Południowym Buffalo, dzięki czemu tradycyjna, katolicka Msza wciąż była odprawiana. Należała do Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego.

Zmarła po krótkiej chorobie, 23 maja 2002 roku, w Głównym Szpitalu Buffalo. Miała 77 lat. Uroczysta Msza Requiem została ofiarowana w kościele św. Antoniego. Pochowana na cmentarzu św. Wojciecha w Lancaster.

Historia kaplicy Naszej Pani Fatimskiej, Richmond

Wiosną 1977 roku, grupa katolików z Richmond, Virginia, niezadowolona z wielu, dokonywanych wewnątrz Kościoła zmian, dowiaduje się o istnieniu organizacji zwanej „Orthodox Roman Catholic Movement” – Ruch Prawowiernych Rzymskich Katolików.- pracującej nad zachowaniem Wiary Katolickiej. Kontaktują się z założycielem ORCM – księdzem Fentonem. Pierwszą Mszę Świętą odprawia 1 Maja 1977 roku w Airport Holiday Inn. Obecnych jest 350 osób.

W niedzielę, 15 maja 1977 roku założona zostaje Tradycyjna parafia. 5 czerwca tegoż roku wytyczone zostają pierwsze cele: znalezienie stałej lokalizacji do ofiarowania Mszy Świętej oraz wspólnego odmawiania Różańca, nauka katechizmu, szkolenie ministrantów oraz ustabilizowanie zaplecza finansowego.

Pierwsze Msze odprawiane są w różnych hotelach lub motelach. Jedną z lokalizacji jest Jefferson Hotel. Wśród celebransów z ORCM są: Robert McKenna, Józef Gorecki, Wiktor Mróz, Daniel Jones, Roy Randolph i George Musey.

19 sierpnia 1979 roku, 27 parafian zostaje bierzmowanych w Long Island, Nowy York. Bierzmowania udziela Arcybiskup Marcel Lefebvre. Parafia po raz pierwszy korzysta z posługi Bractwa św. Piusa X.

W 1980 roku Jefferson Hotel ma zostać poddany renowacji. 24 wrześnie 1980 roku podpisana zostaje umowa zakupu kościoła, który właśnie został wystawiony na sprzedaż. 26 października 1980 roku zostaje odmówiony pierwszy różaniec. Kaplica zostaje poświęcona 16 listopada 1980 roku.

Ojciec Mróz przyjeżdża do Richmond regularnie. Msze Święte odprawiane są w sobotę wieczorem oraz niedzielę rano. Jeżeli w danym tygodniu Msza nie była sprawowana, wspólnie odmawiano różaniec.

W roku 1982 ojciec Mróz nie jest w stanie obsługiwać kaplicy.

26 kwietnia 1986 roku, czworo dzieci z parafii otrzymują bierzmowanie w Virginia Beach. Arcybiskup Marcel Lefebvre po raz ostatni bierzmuje na terenie Stanów Zjednoczonych.

W czerwcu 1988 roku pojawia się ks. Joseph Terry Marks. Zostaje pierwszym stałym rezydentem. Ma 39 lat. W 1983 roku wyświecony na kapłana (albo i nie). Rok później opuszcza okupantów Kościoła. Zostaje wyświęcony sub-conditione. Przez Arcybiskupa Lefebvre. Posługuje w Seminarium św. Tomasz z Akwinu w Ridgefield, kaplicy Królowej Aniołów w Dickinson (Texas) oraz przeoracie św. Piusa X w Shawinigan-Sud (Quebec, Kanada).

We wrześniu 1990 zostaje wprowadzona druga niedzielna Msza Święta.

9 czerwca 1991 roku biskup Williamson odwiedza kaplicę po raz pierwszy. Udziela Sakramentu Bierzmowania.

Kaplicę odwiedzają księża: Carl Pulvermacher, Ramon Angles (Rektor i dziekan St. Mary’s Academy – największej tradycyjnej szkoły w USA), Peter John Katzeroff, Blute (misjonarz z Indii), Karl Stehlin, Hunter, John Quinn oraz Ronald Ringrose.

Kaplica się rozrasta. Również fizycznie. 26 września 1999 roku biskup Williamson dokonuje poświęcenia.

Ks. Marks umiera 30 stycznia 2003 roku. 3 lutego 2003 biskup Williamson odprawia uroczystą Mszę Requiem.

Nowy zarząd zostaje wybrany w listopadzie 2000 roku. Jednym z celów nowego zarządu jest zaktualizowanie i zmodernizowanie kaplicowych Konstytucji. W 2002 komitet opracowuje nowe konstytucje. Pomaga FSSPX oraz dwóch prawników. Nowy projekt zostaje przestawiony w maju 2003 i zaakceptowany.

20 stycznia 2013 roku członkowie wspólnoty głosują w sprawie przekazania nieruchomości Bractwu św. Piusa X. 53 osoby głosują za, 6 jest przeciwko. Kaplica ma odtąd należeć do FSSPX.

o. Wiktor Mróz: Co z wizjami i przepowiedniami? Część I

Jednym z najbardziej charakterystycznych znaków naszych czasów jest ogromny wzrost zainteresowania katolików wszelkiego rodzaju przepowiedniami, wizjami, prywatnymi objawieniami i ukazaniami. Do tego odpowiedni wzrost zainteresowania czarnoksięstwem, spirytyzmem, voodoo oraz kultem szatana w niechrześcijańskim społeczeństwie. W niemal każdej księgarni pracownik zapewni cię, że wiele książek poświęconych tym tematom jest bestsellerami. Zobaczysz również, że zajmują one również czołowe miejsca na półkach.

Ogólnie mówiąc, nie ma nic złego, jeżeli katolicy są zainteresowani takimi przepowiedniami i prywatnymi objawieniami, jeżeli tylko spełniają one jeden warunek: naprawdę pochodzą od Boga i nie są wytworem czyjejś wyobraźni, oszustwa, histerii lub, jak w wielu przypadkach, po prostu dziełem złych duchów, mającym na celu zwiedzenie nawet wybranych.

Są dwa rodzaje objawień:
1. Objawienie publiczne lub powszechne, które zawiera się w Piśmie Świętym oraz depozycie Apostolskiej Tradycji przekazywanym przez Kościół. To zakończyło się z nauczaniem oraz śmiercią Apostołów. Wszyscy muszą w niej wierzyć.

2. Objawienie prywatne, które czasem ma miejsce w życiu dobrych i świętych Katolików. Jeżeli te objawienia są zaakceptowane przez Kościół, powinno się w nie wierzyć, jako prawdziwe. Znajomość lub przyjęcie jakiegokolwiek objawienia prywatnego nie jest jednak konieczna do zbawienia. A więc, gdy Kościół aprobuje je, deklaruje tylko, że nie ma w nich nic przeciwnego wierze lub dobrej moralności, że możemy je zaakceptować bez narażania się na niebezpieczeństwo, a nawet możemy odnieść korzyść w naszym życiu duchowym. Poprzez taką deklarację, Kościół nie nakłada na wiernych żadnych zobowiązań do wierzenia w nie, pomimo tego, że wiele z tych prywatnych objawień, które zostały zaakceptowane przez Kościół, wywarło olbrzymi wpływ na życie Kościoła oraz wiernych (jako przykład, Lourdes i Fatima). W wypadku przepowiedni dowodem ich autentyczności będzie, nie tyle kościelna akceptacja, co wydarzenia mające miejsce, wedle tego co zostało przepowiedziane.

Aroganckim i nieroztropnym było by odrzucić wszystkie objawienia prywatne, argumentując, że nie są one potrzebne do zbawienia. Gdyby każdy Katolik żył doskonale katolickim życiem według Świętej Ewangelii oraz Apostolskiej Tradycji, zgadzam się, że wtedy nie było by potrzeby dalszych, boskich manifestacji.

Ale jakże często, zwłaszcza w naszych obecnych czasach, ludziom nie udaje się żyć wedle Katolickiej Wiary. Gdy zwycięża niemoralność oraz grzeszność, prywatne objawienia mogą poruszyć śpiące sumienia wiernych i na nowo skierować je w kierunku pokuty i zbawienia. Faktycznie, wszystkie zaaprobowane objawienia prywatne Naszego Pana Jezusa Chrystusa oraz Jego Błogosławionej Matki wzywają nas do czynienia pokuty, zmiany naszego życia oraz powrotu do sakramentów. Powszechnie znane jest również, że wiele z naszych najbardziej pielęgnowanych nabożeństw zaczęło się poprzez prywatne objawienia, choćby Różaniec, Szkaplerz, Poświęcenie Najświętszemu Sercu Jezusa, itp..

Jeżeli jakiekolwiek prywatne objawienie nie służy promowaniu pobożności wiernych, jedynie zadowala próżną ciekawość, ich autentyczność może zostać poddana w wątpliwość.

o. Wiktor Mróz: Co z wizjami i przepowiedniami? Część II

Gdy Kościół udziela aprobaty dla jakichkolwiek prywatnych objawień, nie oznacza to, że wszystko i w każdym detalu jest historycznie prawdziwe. Deklaruje jedynie, że nie zawierają nic przeciwnego wierze i dobrym obyczajom oraz, że są warte ludzkiej dobrej wiary, zgodnie z roztropnością. Dokładność w drugorzędnych detalach, takich jak na przykład, krajobraz, ruchy, itd, nie jest konieczne. Tylko główny punkt jest koniecznie prawdziwy, to jest, wydarzenie, fakt, ujawniona komunikacja. Dokładność pobocznych szczegółów wizji nie jest gwarantowana przez Kościelną aprobatę samej wizji lub objawienia.

W ciągu ostatniej dekady miała miejsce powódź nowych, zgłoszonych objawień, wizji, ukazań, płaczących ikon, przepowiedni oraz wiadomości z Nieba do różnych ludzi na na całym świecie. Prawie każdego miesiąca nowe „objawienie” jest relacjonowane w kilku gazetach i publikacjach. Wiele z tych wiadomości jest długich i powtarzanych – i stąd, tylko na podstawie tego wątpliwych (jak wiemy, wiadomości z La Salette, Lourdes i Fatimy były raczej krótkie).

Są również inne powody by kwestionować wiele z tych zgłoszonych objawień. Nasz Pan Jezus Chrystus, mówiąc o naszych apokaliptycznych czasach, ostrzegł nas: „Strzeżcie się fałszywych proroków…” oraz: „Diabeł ukaże się jako anioł światła, czyniąc znaki i cuda, by zwieść, jeżeli to możliwe, nawet wybranych…” Również święty Paweł pisze do Tesaloniczan: „Nie wierzcie w każdego ducha, ale badajcie wszystkie rzeczy; zachowujcie te, które są dobre.”

Kto jest kompetentny by sprawdzić i zdecydować, które objawienie jest prawdziwe, a które nie jest? Prywatna osoba? Gazeta lub inna publikacja? Wizjoner lub wizjonerka? Opinia publiczna? Grupa teologów? Żaden prywatny autorytet nie może tego zrobić. Tylko kompetentny autorytet Kościoła po długim i dokładnym przestudiowaniu może decydować o takich sprawach. I rzeczywiście, prawodawstwo Kościelne zapewnia bardzo szczegółowe zasady i procedury, wyszczególnione przez wielu papieży, szczególnie przez papieża Benedykta XIV w jego Bulli „Odnośnie Kanonizacji oraz Sług Bożych”, opublikowanej w 1767 roku.

W osądzaniu objawień i wizji, Kościół musi uzyskać szczegółowe informacje o osobie, która wierzy, że on lub ona jest uprzywilejowana przez Boga, o faktach i okolicznościach dotyczących jakichkolwiek powiązanych nadprzyrodzonych zdarzeń. Musi zostać udowodnione, że ani diabeł, ani własne idee wizjonera nie kolidowały z działaniami Boga oraz to, że nikt nie tuszował objawień po ich wystąpieniu. Kościół musi zaznajomić się z charakterem wizjonera z wielu punktów widzenia: fizycznego, mentalnego, moralnego, mistycznego, medycznego, psychologicznego oraz ascetycznego; czy zaangażowana osoba jest solidna w ocenia, normalna jeżeli chodzi o wyobraźnię, dobrego charakteru, cnotliwa w życiu prywatnym i publicznym; czy kieruje się rozumem, a nie histerycznymi emocjami; czy ta osoba w przeszłości zdradzała niezdrowe iluzje; czy jej wiedza dotycząca wiadomości mogła zostać zaczerpnięta z książek lub konwersacji z innymi osobami. Jakie są cnoty ukazane przed i po objawieniu? Jakie efekty wywarła taka wizja na zaangażowanej osobie; czy postąpiła w świętości, pokorze, w oderwaniu od świata? Wartość drzewa może być osądzana na podstawie jego owoców. Oczywiście, cnota posłuszeństwa wobec autentycznych kościelnych autorytetów jest również najwyższej ważności w stwierdzaniu czy zgłoszone objawienia lub wiadomości są prawdziwie nadprzyrodzone.

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część I

  Zmartwychwstanie Chrystusa jest kamieniem węgielnym Katolickiej Wiary. Nigdzie nie zostało to lepiej wyrażone niż w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian: „Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne jest nasze nauczanie, próżna jest również wasza wiara.” (1 Kor 15,13)
Natychmiast po Wniebowstąpieniu, Apostołowie i uczniowie Chrystusa zaczęli publicznie głosić Jego zmartwychwstanie. Dokładnie w tym Jeruzalem i przed tymi samymi tłumami ludzi, którzy byli świadkami Ukrzyżowania oraz śmierci Naszego Pana. Absolutnie pewni zwycięstwa Chrystusa nad grzechem i śmiercią nie obawiali się niczego – ani biczowania, ani uwięzienia, ani nawet śmierci. Zaprowadzeni przed Sanhedryn, na groźby wysokiego kapłana odpowiedzieli bez strachu: „Musimy być posłuszni raczej Bogu, niż człowiekowi. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego skazaliście na śmierć, zawieszając Go na drzewie, a my jesteśmy świadkami tych rzeczy.” (Ap 5,29)

Poprzez wieki, do końca pontyfikatu Papieża Piusa XII w 1958 roku, następcy Apostołów – Papieże, biskupi, księżą, całe nauczające ciało Kościoła – uczyli tych samych prawd objawionych przez Jezusa Chrystusa i z tą samą nieugiętą stanowczością, z jednym Soborem po drugim, a było ich dziewiętnaście [łącznie 20 – tłumacz], wycinając każdy zalążek wrogiej doktryny ludzkiego pochodzenia. Herezje były szybko potępiane, a Artykuły Wiary były wciąż i wciąż potwierdzane.Nauczanie prawdy, pełnej prawdy Ewangelii było zawsze najwyższą zasadą Magisterium. Studiując historię Soborów Kościoła, nie znajdujemy śladu jakiejkolwiek zmiany w religii, w nauczaniu, w teologii moralnej lub dogmatycznej. Nawet liturgia, oparta bardziej na tradycji i Kościelnym prawodawstwie, niż na bezpośrednim boskim objawieniu, pozostała niezmieniona przez wieki. Pasterze i przywódcy Kościoła zachowali w pamięci to, co rozkazał im Jezus Chrystus: „Nauczajcie wszystkie narody. Zachowujcie wszystko co wam przykazałem.” (Mt 28,20) I nie zapomniane były również te mocne słowa Świętego Pawła: „Jeżeli ktoś nauczał by was ewangelii innej niż ta, którą otrzymaliście, niech będzie wyklęty.” (Gal 1,8)

Słowem, poprzez wieki od czasu Chrystusa i Jego Apostołów, Kościół Katolicki gorliwie strzegł i krzewił Doktrynę Chrystusa, tak jak nauczali Jego Apostołowie. Kościół nie szukał kompromitacji Wiary z heretykami lub fałszywymi prorokami. Słowo „ekumenizm” nie zostało wynalezione. Żaden Papież nigdy nie próbował „otworzyć okna” lub „dopasować Kościoła do współczesnych czasów”. Każdy wysiłek w kierunku ustępstwa wobec upadłej natury człowieka lub świata, napotykał silną opozycję ze strony ciała nauczającego oraz przywódców Kościoła, pomnych tak mocnych ostrzeżeń, jak to św. Jana Apostoła: 'Każdy kto postępuje, a nie trwa w doktrynie Chrystusa, nie jest z Boga. Kto trwa w doktrynie, ten ma i Ojca, i Syna Jeżeli ktokolwiek przychodzi do was i tej doktryny nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go. Albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów.” ( 2J, 7-11) I tych, którzy chcieliby skompromitować doktrynę na rzecz „ekumenizmu”, św. Paweł szczerze pyta: „Co bowiem wspólnego ma światło z ciemnością?” (2 Kor 6,14)

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część II

Po śmierci Papieża Piusa XII w 1958 roku, po raz pierwszy w historii Kościoła widzimy ostre sprzeciwienie się następującej zasadzie: Zachować Prawdę za wszelką cenę. Pod naciskiem „ruchu ekumenicznego”, wielu nauczycieli, teologów, nawet główni przywódcy Kościoła Katolickiego, wliczając Papieża Pawła VI, wyobraziło sobie utopijną jedność rodzaju pod Jednym Światowym Kościołem oraz Jednym Światowym Rządem. Ta „Ekumania”, nie jest tylko pomysłem kilku radykalnych księży i zakonnic. Dotknęła już większości duchowieństwa w wielu krajach, zwłaszcza młodszej części katolickiego kleru.

Definitywnie, jednym z głównych celów Drugiego Soboru Watykańskiego było promowanie „jedności”. Zatem, wszelkiego rodzaju protestanci i niekatoliccy przedstawiciele byli zaproszeni do wzięcia udziału. Artykuł I „Dekretu o Ekumenizmie” jasno stwierdza, że „promowanie odnowienia jedności pomiędzy wszystkimi Chrześcijanami jest jedną z głównych trosk Drugiego Soboru Watykańskiego”. Po raz pierwszy w historii Kościoła, heretycy oraz schizmatycy siedzieli razem z Katolicką hierarchią, rozważając przyszły kurs tej Boskiej Instytucji, Katolickiego Kościoła. Nic więc dziwnego, że wynikiem takiego soboru była kompletna katastrofa!W 1962, twa tygodnie przed planowanym rozpoczęciem Drugiego Soboru Watykańskiego, kardynał Jan Willebrands został wysłany z Rzymu do Moskwy. Jego zadaniem było przekonać Rosyjski Kościół Prawosławny do wysłania na Sobór obserwatorów. Dotąd nigdy nie chcieli mieć z tym do czynienia w jakikolwiek sposób. Ale Willebrands był bardzo zdeterminowanym człowiekiem. Został upoważniony do poczynienia pewnych ustępstw na rzecz Rosjan. Jego misja zakończyła się sukcesem. Komunistyczni agenci przyjechali wziąć udział. Jak kardynał przeciągnął Rosjan na swoją stronę? Peter Nichols, rzymski korespondent Times’a, wyjaśnia: „Nie może być wątpliwości, że Watykan udzielił zapewnień, że Sobór nie stanie się antykomunistyczny…”

Podczas Soboru, 450 biskupów – około jednej szóstej biskupów całego świata – przygotowało petycję, prosząc o potępienie Komunizmu. Zwrócili w niej uwagę, że jeżeli Sobór nadal będzie milczał w sprawie niebezpieczeństwa jakie stanowi komunizmu, będzie to ekwiwalentem odrzucenia wszystkiego co poprzedni Papieże powiedzieli przeciwko komunizmowi. Ale nie wydawało się to niepokoić kierujących Soborem. Petycja została zablokowana i skończyła w koszu na makulaturę.

Drugi Sobór Watykański przejdzie do historii jako jedyny Sobór podczas, którego przywódcy Soboru Watykańskiego II z premedytacją zdecydowali się współpracować nie tylko ze wszystkiego rodzaju herezjami, ale również z komunizmem, najbardziej śmiertelnym wrogiem Kościoła.

o. Wiktor Mróz: Ekumenizm prowadzi do apostazji. Część III

Podczas, gdy Sobór wciąż trwał, kardynał Willebrands odbył kolejną podróż do Moskwy. Towarzyszył mu jeden z rosyjskich obserwatorów Soboru. Nocą udali się do małego, taniego hotelu, gdzie zostali przedstawieniu kolejnemu kardynałowi – kardynałowi Slipyi, głowie Kościoła Katolickiego na Ukrainie. Kardynał Slipyi został właśnie przyprowadzony z obozu, gdzie spędził ostatnie 18 lat. Sowieckie autorytety zgodziły się go uwolnić, po warunkiem, że nie zostanie on „wykorzystany w antykomunistycznej propagandzie”. Watykan przystał na to ochoczo. Slipyi, który nie czuł się dość dobrze by odbyć lot samolotem, został przetransportowany pociągiem do Wiednia, gdzie przebrano go w ciemny, cywilny garnitur, tak, że żaden nie był widoczny żaden znak jego kościelnej godności. W Rzymie, nie zauważony przez innych podróżnych, został zabrany samochodem papieskiego sekretarza. Co za dziwne zachowanie? Dlaczego nocne podróże, dlaczego zmiana stroju? Dlaczego tajemniczość? Czy Kościół wstydzi się swoich żywych męczenników? Czy kardynał Slipyi nie widział jak jego Kościół jest oficjalnie likwidowany przez sowieckich satrapów w 1946; jak jego pięć milionów członków jest siłą włączonych do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, a połowa z 2 000 duchowieństwa zamordowana? Dlaczego nie został powitany jak bohater, w świetle dnia na schodach św. Piotra? Nawet teraz, wciąż jest więźniem Watykanu!

Kardynał Willebrands, przełożony watykańskim Sekretariacie ds. Jedności Chrześcijan, w liście do dr. Pottera ze Światowej Rady Kościołów, napisał to odkrywcze stwierdzenie: „Jako Katolicy, nasze największe wysiłki ekumeniczne, są skierowane zarówno w kierunku usunięcia istniejących jeszcze przyczyn separacji, jak i w kierunku adekwatnego wyrażenia komunii, która już istnieje pomiędzy wszystkimi Chrześcijanami.” Większość protestanckich fundamentalistów, nawiasem mówiąc, traktuje Światową Radę Kościołów oraz Narodową Radę Kościołów jako silnie prokomunistyczne ciała, dokładnie tak jak robią wszyscy szczerzy, dobrze poinformowani ludzie.

Większość fanatyków wierzy w to, że aby promować jedność z protestantami, żydami, komunistami, masonami i innymi, Katolicka Wiara Apostołów musi zostać rozcieńczona, i to nie tylko liturgia, ale wszystkie praktyki Katolickiej Tradycji, które są przeszkodą do tej jedności, muszą zostać wyeliminowane. Skutkiem tego jest to, że obserwujemy proces niszczenia Katolickiej Wiary w obecnej, posoborowej [post Vaticanum II] erze. To co zaczęło się jako „ekumenizm”, zmierza do skończenia jako apostazja!

Buffalo News: Wiktor Mróz, Tradycjonalistyczny kapłan

Uroczysta Msza Requiem za wielebnego Wiktora Mroza, 77, narodowości Polskiej, znającego św. Maksymiliana Kolbe, zostanie ofiarowana w sobotę o 9.00 w Kaplicy Naszej Pani Różańcowej, 231 McKinley Parkway. Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu św. Wojciecha, Lancaster.
Ojciec Mróz, wyświęcony na kapłana w Polsce, w roku 1941 podczas Nazistowskiej okupacji, zmarł we wtorek (29 kwietnia, 1992) w Szpitalu Sióstr, po ataku serca.
Często mówił przyjaciołom, że został kapłanem w wyniku spotkania ze św. Maksymilianem Kolbe, polskim Franciszkaninem Konwentualnym, który oddał swoje życie za współwięźnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Ojciec Kolbe, który był jego spowiednikiem, został kanonizowany w 1982.
Ojciec Mróz był pasterzem Kaplicy Naszej Pani Różańcowej. W lipcu świętował 50-o lecie kapłaństwa. Wspominał, że jako ksiądz służył w Polsce do roku 1944, w którym udał się do Niemiec. Przyjaciołom powiedział, że jako kapelan podziemnego ruchu walczącego z Nazistami, spędził wiele zimnych nocy na wzgórzach swojej ojczyzny – rozpalenie ognia sprowadziłoby Niemców oraz w wypadku złapania – śmierć.

Od 1944 do 1947 wraz z Amerykańskimi siłami zbrojnymi zajmował się działalnością repatriacyjną. Do Stanów Zjednoczonych przybył w 1944. Pozostał tu do roku 1949, w którym udał się do Japonii jako misjonarz. Służył tam przez 18 lat. W 1967 przeniósł się do Kanady. Do Buffalo przybył w 1969.

Ojciec Mróz, mieszkający w Holland, uważał siebie za tradycjonalistycznego kapłana, ponieważ kontynuował odprawianie swoich Mszy po łacinie przez wiele lat.

Wyjaśniłby, że przed Soborem Watykańskim II mającym miejsce w 1962, każda Msza w każdym Katolickim kościele byłą odprawiana po Łacinie.

„Nikt nie mógł dodać lub ująć nawet jednego słowa – żaden ksiądz, biskup czy kardynał”. „Każdy Mszał na świecie był taki sam”.

Ojciec Mróz zauważył, że Watykański II zmienił to poprzez „nową Mszę” odprawianą w świeckim języku ludu. Powiedział, że tekst Mszy był taki sam od siódmego wieku, aż do Watykańskiego II.

Diecezja Buffalo nie pozwoliła ani jemu, ani jego zwolennikom używać Katolickiego kościoła, ponieważ nie otrzymał pozwolenia kościoła na odprawianie Mszy Trydenckiej.
30 kwietnia 1992
Buffalo News